piątek, 12 czerwca 2026

7 cytatów o zawiści i zazdrości ludzkiej

7 cytatów o zawiści i zazdrości ludzkiej

Zazdrosny jest ten, kto nigdy ci nie dorówna.

Dla życzliwych zawsze będziesz inspiracją.

- WielkieSlowa.pl


Źródło: pixabay.com/pl/


Kto zazdrości rzeczy drugiemu, 

ten nie cieszy się własnymi. 

- Seneka


😎 

Zawistny - wymyśla. 

Głupi - rozpowiada. 

Idiota - we wszystko wierzy.

- WielkieSlowa.pl 


😎

Złość, żal i zazdrość nie zmieniają innych, 

zmieniają ciebie. 

- Shannon L. Adler 


😎

Nie przejmuj się tak bardzo, że ktoś tam coś powiedział.

Niech mówi, tyle jego. 

Plotki wychodzą od tchórzy, którzy jeszcze nie opanowali 

jak radzić sobie z zazdrością.

- WielkieSlowa.pl


😎

Nie zazdrość szczęścia tym, którzy żyją w raju głupców, 

bo tylko głupiec będzie uważał, że to szczęście.

- Bertrand Russell


😎

Ciekawe, którą twarz widzą dwulicowi ludzie,

kiedy spoglądają w lustro. 

- Cytatownik.pl 


środa, 10 czerwca 2026

Pamiętajmy o Męczennikach z Pariacoto

Pamiętajmy o Męczennikach z Pariacoto

W dn. 7 czerwca Kościół wspomina Błogosławionych Misjonarzy – Męczenników: Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego. O. Zbigniew Strzałkowski urodził się w Tarnowie w 1958 roku. W 1979 roku wstąpił do zakonu, święcenia kapłańskie przyjął w 1986 roku. Dwa lata później wyjechał do Peru. O. Michał Tomaszek urodził się w Łękawicy koło Żywca w 1960 roku. W 1980 roku wstąpił do zakonu, w 1987 został wyświęcony na kapłana. Do Peru wyjechał w 1989 roku. Zostali zamordowani w dn. 9 sierpnia 1991 roku w Pariacoto (Ameryka Południowa). Obydwaj misjonarze należeli do krakowskiej prowincji zakonnej Ojców Franciszkanów. Ich liturgiczne wspomnienie przypada na dzień 7 czerwca – to dzień, w którym w 1986 roku O. Zbigniew przyjął święcenia kapłańskie, a O. Michał – święcenia diakonatu.


Źródło: Meczennicy.Franciszkanie.pl

Zbyszek Strzałkowski uczył się bardzo dobrze, co potwierdzają coroczne świadectwa, w których stałym elementem są oceny bardzo dobre ze sprawowania i ze wszystkich przedmiotów. Młody Strzałkowski uchodził za pilnego i zdolnego chłopca. Na zakończenie nauki w szkole podstawowej otrzymał – oprócz rocznego świadectwa – dyplom uznania za bardzo dobre wyniki w nauce, w pracy społecznej i sporcie. Należał również do grona ministrantów. Jego ciocia – Cecylia Strzałkowska wspominała, że Zbyszek jako ministrant, a później – lektor w kościele św. Marcina, był zawsze w czasie nabożeństw skupiony, nie rozglądał się na boki, nie poszturchiwał kolegów, jak to się czasem zdarza chłopcom.

W podaniu o przyjęcie do zakonu napisał, że pragnie służyć Panu Bogu w zakonie jako kapłan, w kraju lub na misjach, gdziekolwiek go Pan Bóg powoła, pragnie naśladować św. Franciszka i Bł. Maksymiliana Kolbe.

Jego ciocia, Cecylia Strzałkowska wspominała po latach, że kiedy jako wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie rozmawiała z klerykiem Zbyszkiem, który w tym czasie studiował także w Krakowie, i od czasu do czasu ją odwiedzał, rozmowa schodziła na sprawy przyszłej pracy kapłańskiej, a Zbyszek wspominał, że chciałby pojechać na misję. Najpierw mówił o Boliwii, a później o Peru.

Michał Tomaszek również należał od ministrantów. W sąsiedztwie Łękawicy pracowali ojcowie Franciszkanie, więc w czasie odpustów często widywał zakonników w Rychwałdzie. Dowiedział się, że franciszkańska prowincja krakowska prowadziła w Legnicy Niższe Seminarium Duchowne dla chłopców, którzy ukończyli szkołę podstawową. NSD realizowało program nauczania państwowych liceów ogólnokształcącego o profilu ogólnym.

W 1980 roku, po otrzymaniu świadectwa maturalnego, Michał złożył podanie o przyjęcie do zakonu. Napisał m.in.: „Już od dawna jestem przekonany, że mam powołanie do kapłaństwa i Zakonu, co miałem okazję gruntowniej przemyśleć w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy. Pragnieniem moim jest praca na misjach, by w ten sposób służyć Bogu i Niepokalanej”.

W czasie pracy duszpasterskiej w Pieńsku dowiedział się, że jego dwaj starsi współbracia: o. Jarosław Wysoczański i o. Zbigniew Strzałkowski, maja wkrótce jechać do Peru. Zwrócił się więc z prośbą do prowincjała, że i on chciałby pojechać razem z nimi. Swoją prośbę argumentował tym, że w grupie będzie mógł łatwiej włączać się w prace na misjach, a roczna zaprawa w pracy parafialnej w Polsce będzie wystarczająca, ponieważ i tak w Peru będą inne warunki i inny styl pracy. Warto zaznaczyć, że o. Michał Tomaszek napisał, że poddaje się decyzji o. prowincjała co do terminu wyjazdu.

W liście, który napisał do rodziny (z dn. 20 sierpnia 1989 roku) z Pariacoto, wspomniał, że od jutra zaczyna się uczyć regularnie języka hiszpańskiego, że będzie go uczyć siostra zakonna. Czuję się „świetnie, a klimat i jedzenie jakby dla mnie stworzone”. – Oficjalnie objęliśmy misję w dniu 30 sierpnia 1989 roku, w święto św. Róży z Limy, choć właściwie to już pierwszego dnia naszej obecności w Pariacoto rozpoczęliśmy naszą służbę braciom. Wiadomość o naszym przyjeździe do Pariacoto rozeszła się bardzo szybko, stąd też drzwi naszego domu były ciągle otwarte, byśmy mogli przyjmować tych, którzy odczuwali potrzebę spotkania. Mieliśmy więc często okazję do kontaktów z miejscową ludnością – wspominał o. Jarosław Wysoczański.

Trzej polscy misjonarze byli przeznaczeni do pracy duszpasterskiej w Pariacoto, w parafii, która należała do diecezji Chimbote. To parafia w Andach, których wysokość sięga od 1600 do 4500 metrów nad poziomem morza. Obejmuje około tysiąc kilometrów kwadratowych. Na tym obszarze znajduje się około siedemdziesięciu wiosek, porozrzucanych w trudno dostępnych dolinach górskich.

O. Michał Tomaszek na krótko po objęciu parafii w Pariacoto napisał w liście: - Brak księdza katolickiego spowodował, że w górach zaczęły dominować inne wyznania i ponad połowie zbałamucili głowy, czeka nas teraz więcej pracy. Musimy na przyszłość coś zrobić, aby ludzie wrócili do Kościoła katolickiego, ale na razie uczymy się życia. Proszę sobie wyobrazić jaki jest tutaj brak księży: w Pieńsku na 7 tys. parafian jest 4 księży, a w Limie w jednej parafii jest tylko dwóch na 300 tys. ludzi. Ślub w większości biorą, gdy już żyją sporo lat na cywilnym i gdy mają kilkoro dzieci. W niedzielę na Mszę św., nie czują potrzeby przychodzić. Wiele dzieci, a nawet młodzieży, żyje bez chrztu, Pierwszej Komunii św., i to w parafiach, gdzie są księża i chociaż czują się chrześcijanami, a co dopiero w górach, gdzie widzą księdza raz w roku. Oto jest nasza praca na przyszłość”.

– Ale też wstrząsające są niekiedy prośby ludzi, aby częściej odwiedzać ich wioskę, bo raz do roku to zbyt mało , gdyż zapominają nawet znaku krzyża. Jest oczywiste, że mają mnóstwo innych problemów; wiele zamieszania robią różnej maści sekciarze. Nie wspominając już o tym, że na każdym kroku oczekują pomocy materialnej – mówił o. Zbigniew Strzałkowski.

Jakby tych trudności było mało – w styczniu 1991 roku wybuchła epidemia cholery. To spowodowało, że ludność ich parafii została narażona na napady i kradzieże. Brakowało podstawowych środków do życia. Ponadto, stałe zagrożenie dla spokojnej ludności i misjonarzy nieśli przede wszystkim terroryści, którzy z górskich osiedli napadali miasta.

Kiedy latem 1991 roku, o. Jarosław Wysoczański przyjechał do Polski, jego współbracia z misji w Peru dostali ostrzeżenie, że grozi im wkrótce napad terrorystów na misję, ponieważ rozpoczęli szerzej zakrojoną akcję przeciwko Kościołowi katolickiemu i zagranicznym misjonarzom. Jednak nikt z braci nie chciał słyszeć o wyjeździe z Pariacoto.

9 sierpnia 1991 roku peruwiańskie miasteczko Pariacoto w wysokich Andach żyło swoim spokojnym, codziennym życiem. Jedni wyszli na pola do pracy, inni krzątali się w domach. Rozmawiali, żartowali, śmiali się. Wśród nich o. Michał i o. Zbigniew, franciszkańscy misjonarze z Polski. W tym samym czasie, w zupełnie innym rytmie organizowali się terroryści z ugrupowania Sendero Luminoso. Pośpiesznie, nerwowo, ale zgodnie z planem. Mieli przecież tej nocy zamordować przedstawicieli władzy i franciszkańskich kapłanów.

Jest godzina dziewiętnasta piętnaście, rozpoczyna się Msza Święta. Wierni, którzy siedzą w ławkach w kościele z uwagą uczestniczą w Eucharystii, której przewodniczy o. Zbigniew, o. Michał w koncelebrze. Obydwaj bracia misjonarze są ubrani w białe alby, na które założyli stuły w kolorze złota. Następuje moment czytania Ewangelii… O. Michał zbliża się do ambonki…


Mateusz 16, 24-28: „Kto chce zachować swoje życie, straci je”…

 

Po mszy św., terroryści uprowadzili zakonników i związanych wywieźli w okolice cmentarza. Polscy franciszkanie zginęli od strzałów w głowy, o. Zbigniew dostał też strzał w plecy. Na plecach Zbigniewa terroryści zostawili karton z napisem: „Tak kończą lizusy imperializmu”.

Beatyfikacja o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka oraz ks. Dordiego, którego również zamordowali terroryści z ugrupowania Sendero Luminoso, odbyła się w dniu 5 grudnia 2015 roku w Chimbote.

Jako upamiętnienie ich poświęcenia, w ten weekend odbyło się oficjalne otwarcie Muzeum Męczenników z Pariacoto oraz Muzeum Misyjnego w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej w Kalwarii Pacławskiej. Wydarzenie to zbiegło się z obchodami 35. rocznicy ich męczeńskiej śmierci.

 

Źródło: Pasja Michała i Zbigniewa, Alex Cordero, Bratni Zew Wydawnictwo Franciszkanów, Kraków 2018; Ujrzeli Peru i niebo otwarte… Wiesław Bar OFMConv, Bratni Zew Wydawnictwo Franciszkanów, Kraków 2015; Znak miłości w Peru, O. Joachim Roman Bar OFMConv, O. Jarosław Wysoczański OFMConv, Bratni Zew Wydawnictwo Franciszkanów, Kraków 2001.

 

___

Źródło: PCh24.pl 

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Oni tutaj są...

Oni tutaj są...

Pamiętam jak dziś, kiedy zadzwonił do mnie kolega z redakcji i zapytał czy chciałabym przygotować reportaż o błogosławionych braciach męczennikach - o. Zbigniewie Strzałkowskim i o. Michale Tomaszku. Wtedy trwała kampania, na brak zajęć nie narzekałam, ale zgodziłam się przygotować tekst. Wieczorem, kiedy min. Patryk Jaki miał spotkania, ja miałam już umówione spotkanie z braćmi błogosławionych braci. W tym miejscu serdecznie dziękuję br. Janowi - za życzliwość, zrozumienie i ekspresowe działanie. 


Źródło: archiwum prywatne 


W związku z tym, że ten rok jest szczególny - 35. rocznica męczeńskiej śmierci, otwarcie muzeum, to dzieje się bardzo dużo - będę się dzielić tekstami - reportażami i wywiadami, dzięki którym jeszcze więcej możemy dowiedzieć się o Bł. Męczennikach z Pariacoto. 


Źródło: materiały prasowe

Ogromnym zaszczytem i niezwykle wzruszającym wydarzeniem było dla mnie uczestniczenie we Mszy Świętej, podczas której było wprowadzenie relikwii do jednej z parafii w Piekarach Śląskich. Był to szczególny moment, ale i dzień pełen przygód od rana... To jeden z tych dni, który z pewnością do końca życia pozostanie w mojej pamięci...


Źródło: materiały prasowe

Dziękuję naszym Błogosławionym Braciom, że nad nami czuwają, bo ONI TUTAJ SĄ !! 


Źródło: archiwum prywatne 

Dziękuję rodzonym Braciom Błogosławionych Braci, że nawet obcą redaktorkę z Warszawy przygarnęli, i traktują jak swoją :) Dziękuję O. Ryszardowi za wszystkie oznaki pamięci, za dobroć, świadectwo i czas... Dziękuję br Janowi, JE. Ks. abp seniorowi Skworcowi za życzliwość i wszystkim, wszystkim, których spotkałam dzięki Błogosławionym Męczennikom z Pariacoto 💙

niedziela, 7 czerwca 2026

Poruszające rodzinne wspomnienie

Poruszające rodzinne wspomnienie
Przygotowałam ten reportaż dwa lata temu - w 33. rocznicę śmierci Błogosławionych Męczenników. W tym roku mija 35. rocznica jak O. Michał Tomaszek i O. Zbigniew Strzałkowski zostali zamordowani... W dn. 7 czerwca przypada liturgiczne wspomnienie Błogosławionych Braci, dlatego zachęcam do przeczytania... 


Źródło: materiały prasowe 


O. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek to pierwsi polscy misjonarze męczennicy. Chociaż ich wspomnienie przypada w dniu 7 czerwca – tego właśnie dnia w 1986 roku O. Zbigniew przyjął Święcenia Kapłańskie, a O. Michał – Święcenia Diakonatu, dziś – 9 sierpnia mija trzydziesta trzecia rocznica zamordowania polskich misjonarzy przez terrorystów z Sendero Luminoso – komunistyczną organizację. Na świecie ich wspomnienie przypada właśnie dziś. W Polsce w dniu 9 sierpnia jest święto św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein), Patronki Europy, dlatego wspomnienie Bł. Misjonarzy Męczenników zostało wyznaczone na dzień 7 czerwca.

 - Braciszek był świadomy zagrożenia – mówi Marek Tomaszek, brat bliźniak Bł. O Michała. Przyznaje, że prosił brata z całego serca aby dopóki żyje mama, nie wyjeżdżał na misje. Wie, przez co mama przeszła. - Prosiłem go, mówiłem: Michał, zdajesz sobie sprawę w jakie miejsce jedziesz... – wspomina Marek Tomaszek.

- Byłem na pożegnaniu Zbyszka i Jarka w Rychwałdzie. Jarek poprosił mnie o spowiedź – wspomina O. Ryszard Jarmuż, który pragnął wyjechać na misje razem z braćmi. Jednak do Pariacoto przyjechał pierwszy raz dwa i pół roku po śmierci O. Zbigniewa i O. Michała.    

Michał dołączył do dwóch franciszkanów w lipcu 1989 roku. Kilka miesięcy wcześniej do Peru przylecieli o. Jarosław Wysoczański i o. Zbigniew Strzałkowski. Od początku pracy na misji w Pariacoto franciszkanie wyróżniali się ogromnym zaangażowaniem w działania charytatywne i duszpasterskie. Zbudowali m.in. instalację wodną i kanalizacyjną. O. Zbigniew, chociaż nie ukończył żadnych studiów medycznych – był nazywany przez tamtejszych ludzi „nasz doktorek”. Chętnie niósł pomoc wszystkim chorym, dlatego też jest patronem ludzi chorych, cierpiących na ciele i duszy. O. Michał natomiast, jeszcze w czasie seminarium duchownego był niezwykle zaangażowany w pracę z dziećmi niepełnosprawnymi. O. Michał Tomaszek jest patronem dzieci i młodzieży, wypraszającym u Boga dar potomstwa. Obydwaj są patronami w obronie przed światowym terroryzmem.

Straszy brat O. Zbigniewa Strzałkowskiego przyznaje, że był zaskoczony decyzją brata o wstąpieniu do zakonu. - Dostałem list od rodziców, w którym napisali, że Zbyszek idzie do zakonu. Byłem wtedy w Lublinie w wojsku. Ta wiadomość była dla mnie szokiem. Myślę, że nawet rodzice się tego nie spodziewali. Tutaj, niedaleko mnie mieszka lekarz, którego czasem spotykam. Kiedyś mówił mi, że wiedział wcześniej od nas, że Zbyszek planuje wstąpić do zakonu, ponieważ był u pana doktora po zaświadczenie lekarskie, które było potrzebne przy wstąpieniu do seminarium – wspomina Bogdan Strzałkowski.

Po wylocie młodych misjonarzy na misje, kontakt z rodziną mieli cały czas. Zarówno O. Zbigniew jak i O. Michał pisali listy do swoich bliskich. - Bardzo często Michał wysyłał listy. Bardzo dużo pisał do sióstr, do mnie, do rodziców. Michał pisał też do znajomych. W Izbie Pamięci, która jest w rodzinnym domu O. Michała są wszystkie albumy, które są stworzone przez niego samego. Każde zdjęcie jest podpisane – mówi Marek Tomaszek. – Michał urodził się w domu, w Łękawicy. Po wielu latach po jego śmierci dom został przebudowany, a z jednego pomieszczenia zostało zrobione muzeum. Jest tam jego habit, są listy, przedmioty, których używał – mówi o. Ryszard Jarmuż, kolega błogosławionych męczenników.

Polscy misjonarze dostawali pogróżki, ale o wyjeździe z misji nie myśleli. Skrajnie lewicowa peruwiańska organizacja Sendero Luminoso (Świetlisty Szlak) uznawała ich pracę i posługę za „szkodliwą dla rewolucji”. Terroryści widzieli, że coraz więcej ludzi gromadzi się przy zakonnikach, uczestniczy we Mszy św., a to im się nie podobało. Raz nawet w Wielki Czwartek O. Michał znalazł na ołtarzu kartę, na której było napisane, że: jeśli nie przestaniecie odprawiać Msze Święte, modlić się, uczyć różańca, jeśli nie przestaniecie pomagać, współpracować z imperializmem, to zginiecie”. 

W dniu 9 sierpnia 1991 roku, po Mszy św., terroryści uprowadzili zakonników i związanych wywieźli w okolice cmentarza. Po kilku latach okazało się, że wśród kandydatów do zakonu, którzy wiedzieli jak ojcowie żyją, z kim się spotykają – był terrorysta... Polscy franciszkanie zginęli od strzałów w tył głowy, O. Zbigniew dostał też strzał w plecy. Na plecach O. Zbigniewa terroryści zostawili karton z napisem: „Tak kończą lizusy imperializmu”.  

W tym czasie w Polsce od 10 do 15 sierpnia 1991 roku obywały się VI Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie. I właśnie tego dnia, 10 sierpnia do Polski przyszła wiadomość o śmierci młodych, polskich misjonarzy – O. Zbigniewa Strzałkowskiego i O. Michała Tomaszka.  

- Nie miałem żadnego przeczucia, że coś się mogło stać. Tego dnia robiliśmy drewno na zimę – wspomina Bogdan Strzałkowski. - Jak przyjeżdża trzech franciszkanów w południe, w sobotę, to znaczy, że coś się stało. Powiedzieli, że prawdopodobnie Zbyszek nie żyje. Prawdopodobnie – chociaż dobrze wiedzieli, że nie żyje – mówi brat Bł. O. Zbigniewa. Wspomina, że im – mężczyznom było troszkę „łatwiej” przyjąć tę tragiczną wiadomość, natomiast ich mamusia przeżywała to, co się wydarzyło do końca życia. - Przyjeżdżali do naszego domu ojcowie, bracia franciszkanie, mówili do mamusi, że mamy świętego, na co mamusia odpowiadała: „w porządku, święty, ale Zbyszka nie ma”...

Bogdan Strzałkowski mówi, że dużo czasu musiało minąć, zanim się pogodził z tym, że najmłodszy brat już nigdy nie przyjedzie do domu. A w takie dni jak jest wspomnienie braci, bierze książkę, czyta, przypomina sobie różne wydarzenia... – To było ponad trzydzieści lat temu, wtedy nie było u nas telefonów. Odkąd Zbyszek wyjechał na misje to się nie słyszeliśmy – wspomina... Bogdan Strzałkowski mówi, że zaledwie kilka dni przed informacją o zabójstwie brata, odwiedził ich przełożony O. Zbigniewa i O. Michała. – Przy tym stole siedzieliśmy, Jarek przyjechał do nas ze swoją mamusią. Najpierw na urlop miał przyjechać  Zbyszek, ale siostra Jarka wychodziła za mąż, więc się zamienili. Wtedy zapytałem Jarka jak tam jest z tym terroryzmem. Opowiedział, że już nie raz im grożono... A kilka dni później przychodzi wiadomość, że Zbyszek i Michał zostali zamordowani przez terrorystów z Sendero Luminoso. To był szok.

Tego dnia, 10 sierpnia 1991 roku, brat bliźniak O. Michała również niczego nie przeczuwał. Pracował z rodziną na polu, kosili zboże. Marek Tomaszek wspomina, że od swojego chrzestnego dowiedział się o tragedii. - Cały czas nie dowierzałem temu, co usłyszałem. Miałem nadzieję, że nie jest to prawda. Dwie godziny później przyjechało trzech franciszkanów z Krakowa, którzy potwierdzili to, że nasi chłopacy nie żyją – mówi. - Pierwsze pytanie mamusi brzmiało: Czy cierpieli? W odpowiedzi na to, że dostali strzał w tył głowy, mamusia odpowiedziała: Bogu dzięki, że nie cierpieli.

Pogrzeb zakonników odbył się w dniu 12 sierpnia 1991 roku. Była to jednocześnie wielka manifestaca wiary i przyjaźni tamtejszych ludzi do polskich misjonarzy. Indianie, którzy przychodzili do kaplicy, w  której były ciała zamordowanych misjonarzy nie modlili się za nich, tylko do nich...

W uroczystościach pogrzebowych w Pariacoto nie było najbliższej rodziny braci, ale mieli oni zaproszenie, by spotkać się w tym czasie w Krakowie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. – Ojciec Święty powiedział jedno zdanie, którego nie zapomnę do końca życia, i które powtarzam rodzinom w trudnych chwilach. Ojciec Święty powiedział jedno krótkie zdanie: Pan Bóg daje krzyże, ale pomaga je nosić – wspomina Marek Tomaszek.  

- Pierwszy raz poleciałem do Pariacoto w 2000 roku, z mamusią. I jest to najważniejsze wydarzenie w moim życiu, że właśnie udało mi się zawieźć mamusię na grób syna – podkreśla Marek Tomaszek.

Następnego roku, czyli w dziesiątą rocznicę zabójstwa, do Pariacoto pojechał Bogdan Strzałkowski. - Poleciałem w dziesiąta rocznicę śmierci, czyli w 2001 roku. Bałem się jazdy do Pariacoto. Pierwszą noc spędziliśmy u franciszkanów w Limie. W Pariacoto byliśmy parę dni, ale czym było bliżej to miałem większy strach – wspomina. – Jak przyjechaliśmy do Pariacoto, weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się przed ołtarzem, poszliśmy do ich grobów – było ciężko...

- Pamiętam, że wtedy kiedy byłem w Pariacoto to mieszkańcy coś świętowali, ale nie pamiętam jakie to było wydarzenie. W każdym razie strzelali. W Pariacoto dzień zaczyna się przed 7.00. Jeszcze rano, kiedy było ciemno – słyszę wystrzały. Proszę sobie wyobrazić jak się czułem... Ciężko było mi to przeżyć – mówi. - Kiedy byłem ostatni raz, przed pandemią, to już rano poszedłem sam na miejsce zbrodni. Poszedłem sam, chociaż widziałem tych ludzi, którzy mi się przyglądali. Troszkę miałem obawy czy się nic nie stanie, ale było spokojnie – wspomina Bogdan Strzałkowski.

Ryszard Jarmuż doskonale pamięta swój pierwszy pobyt w miejscu, gdzie żyli jego współbracia. - Byłem krótko po ich śmierci. Kucharka poukładała ich rzeczy, tak jakby za chwilkę mieli wrócić do pokoju...

Beatyfikacja O. Zbigniewa Strzałkowskiego i O. Michała Tomaszka oraz Ks. Dordiego, zamordowanego również przez terrorystów z Sendero Luminoso, kilka dni później – 25 sierpnia 1991, odbyła się w dniu 5 grudnia 2015 roku w Chimbote.

Podczas ostatniej Mszy Świętej, którą odprawili wspólnie, był czytany fragment Ewangelii wg św. Marka (8, 34-9, 1): „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”.    

 

___

Źródło: PCh24.pl 

piątek, 5 czerwca 2026

Źródło nieszczęść

Źródło nieszczęść

Każdy, kto mnie zna - wie, że uwielbiam kwiaty i rośliny. Poza tymi na stole - mam też wiele w doniczkach, bo po prostu je uwielbiam. Rano, kiedy przygotowywałam się do wywiadu, przeczytałam, że są takie rośliny, które wielu z nas ma w swoich domach, a które są źródłem nieszczęść... Otworzyłam ten artykuł, a tam o... monsterze... 


Źródło: pixabay.com/pl/

Aż się zaśmiałam. Akurat mam trzy monstery, jedną co najmniej od dwóch lat, i z doświadczenia mogę powiedzieć, że nie zauważyłam, aby to ta piękna roślina była źródłem jakichkolwiek moich nieszczęść :) Wręcz przeciwnie - każdy się nimi zachwyca, są piękne i zadbane. Trudno przejść obok nich obojętnie, a często są też tematem rozmów przy kawie. 

Jeśli mowa o nieszczęściach - z bardzo pewnego źródła wiem, że to nieuczciwi, zazdrośni i zakompleksieni ludzie generują więcej nieszczęść i przykrości, niż jakakolwiek roślina. Jeśli niechcący wpuścimy takich szkodników do naszego życia - będziemy wiedzieć dokładnie czym jest nieszczęście. Od takich ludzi trzeba uciekać, i to najdalej jak tylko możliwe. Każdy ma wolną wolę i sam sobie wybiera przyjaciół i ludzi, z którymi chce spędzać wolny czas. 

Niestety, czasami możemy przez przypadek spotkać i takich, którym się za dużo wydaje... ale to nie nasze małpy i nie nasze ZOO :) Wiem jedno - szkoda tracić czas i energię na bylejakość. 

Życie jest zbyt piękne, by się nim nie cieszyć. 

Wspaniałego dnia :) 

środa, 3 czerwca 2026

[WYWIAD] Bóg słucha nas poprzez głos Syna

[WYWIAD] Bóg słucha nas poprzez głos Syna

- „Ojcze nasz” to absolutnie wyjątkowa modlitwa. Kiedy ją odmawiamy, jednoczymy się z Synem Bożym, sprawiając Ojcu Niebieskiemu radość - mówi ks. dr Stanisław Mieszczak SCJ, rekolekcjonista, teolog, duszpasterz.


Źródło: pixabay.com/pl/


Księże Doktorze, czy modlitwa „Ojcze nasz” jest najważniejszą modlitwą chrześcijan?

Można stawiać kwestię i w ten sposób. Modlitwa „Ojcze nasz” jest najważniejsza, bo jest to modlitwa, która pochodzi od samego naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie wiem jednak, czy podkreślanie ważności wystarcza w tym przypadku. Raczej trzeba podkreślać wyjątkowość tej modlitwy. Święty Cyprian uczy nas, że w tej modlitwie łączymy się w wyjątkowy sposób z Jezusem Chrystusem i Ojciec nasz Niebieski, gdy słyszy słowa tej modlitwy wypowiadane przez nas, to słyszy właściwie głos swojego Syna Umiłowanego i to sprawia Mu radość. Słowa tej modlitwy, by tak rzec, są narzędziem naszego zjednoczenia się z Chrystusem w jego modlitwie do Ojca.

Modlitwę tę przytaczają św. Mateusz i św. Łukasz w zredagowanych przez nich Ewangeliach. Ta u Mateusza jest nieco obszerniejsza i ukształtowana w formie siedmiu próśb. To też podkreśla jej rolę w wymiarze duchowym, lub jeśli chcemy – jej istotność. Liczba siedem to liczba symboliczna, określająca między innymi dzieło stworzenia.

Modlitwę tę znajdziemy także w ósmym rozdziale Didache, czyli w tzw. Nauce Dwunastu Apostołów. Dokument ten pochodzi z końca I wieku i wspomina o zasadzie odmawiania jej trzy razy na dzień.

Księże Doktorze, proszę wyjaśnić o co chodzi w poszczególnych wersetach modlitwy. Zacznijmy od: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”.

Wyrażenie „Ojcze nasz” ma szczególne znaczenie. Zwracanie się do Boga przy pomocy słów, którymi odnosimy się do naszych rodziców, jest wyjątkowym sposobem wyrażenia zażyłości z Osobą Boga. Pamiętajmy, że sam Jezus nam to proponuje, nie jest to jakaś nasza uzurpacja. Warto zauważyć przy okazji, że w innych religiach pogańskich mnożono tytuły, przy pomocy których zwracano się do bóstwa, aby go nie urazić. Możemy to zauważyć chociażby w wystroju meczetu, gdzie często na ścianach umieszczonych jest sto imion Boga. W Starym Testamencie raczej unikało się używania imienia Boga. Słowo „Ojcze – Abba” w ustach Jezusa, chociażby w czasie modlitwy w Ogrójcu, wyrażało wyjątkową zażyłość z Ojcem. W przypadku Jezusa nie budziło to zastrzeżeń, ale nasz Pan uczy takiego zwracania się do Boga także nas, chrześcijan.

Trzeba też zwrócić uwagę na określenie, które uzupełnia tytuł „Ojciec”. Ten Ojciec to nie jakiś ziemski ojciec, ale Ojciec, który jest w niebie. Nie można także zapomnieć o przymiotniku „nasz”. Chodzi o Ojca naszego w niebie, którego jesteśmy dziećmi. To nowy sposób relacji z Bogiem.

Idźmy dalej. „Święć się Imię Twoje”. W jaki sposób Imię Boga ma być uświęcone?

Nie jest to łatwe do zrozumienia, bo uświęcenie pochodzi przecież od Boga. Dla Izraelity oznaczało ono po prostu bycie pobożnym, czyli realizowanie na co dzień kultu Boga. W ten sposób Imię Boga było żywo obecne w życiu człowieka i jego świętość objawiała się w naszej ludzkiej rzeczywistości. Ten proces objawienia Imienia Boga został jeszcze pogłębiony przez Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Jezus mówi: „Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata” (J 17,6). Jeśli człowiek przyjmie tę łaskę, wtedy chwała Boża objawia się w pełni. Człowiek zostaje uzdolniony do działania zgodnie z wolą Boga.

„Przyjdź Królestwo Twoje”. Co to oznacza?

Królestwo Boże w nauczaniu Pana Jezusa nie wiąże się z jakimś wymiarem politycznym lub socjologicznym. Ono jest wszędzie tam, gdzie Imię Boże jest uświęcane przez wypełnianie woli Bożej. To nie Bóg podporządkowuje sobie działanie człowieka, ale człowiek, ubogacony i uświęcony łaską, dobrowolnie i ochoczo czyni to, co się Bogu podoba. Wszędzie tam, gdzie prawo Boga jest przyjmowane sercem, realizuje się Królestwo Boże. To jest prawdziwe zwycięstwo Boga.

„Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”.

Z pewnością w niebie wola Boga jest doskonale wypełniana, bo byty niebiańskie doskonale ją rozumieją. Nie jest to wola jakiegoś króla – despoty, ale działanie Boga Stwórcy i Ojca wszechrzeczy. Wypełnianie woli Bożej na ziemi zostało zakłócone z powodu grzechu człowieka. Właśnie dla uzdrowienia tej sytuacji Ojciec posyła na ziemię swojego Syna, który na każdym kroku powtarza: „Ojcze, niech się spełni wola Twoja”. Tylko w ten sposób również całe stworzenie znajdzie pełnię, którą zaplanował Dobry Bóg Stworzyciel. A może prośba o spełnienie woli Bożej także na ziemi, ukazuje perspektywę pełnego uświęcenia, czyli doskonałości człowieka i stworzeń, zjednoczenia nieba i ziemi?

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.

Ten zwykły kawałek codziennego chleba jest człowiekowi tak bardzo potrzebny. Pan Jezus nie zachęca tutaj do modlitwy o bogactwo tego świata, bo ono może być nawet niebezpieczne. Można w tej prośbie widzieć nawiązanie do wydarzeń związanych z pobytem Izraelitów na pustyni, gdzie Pan dawał im chleb – mannę, który starczał jedynie na jeden dzień. To jakiś znak nawiązujący do podstawowych ludzkich potrzeb, o które prosimy pokornie naszego Boga. Chleb powszedni to chleb na dzisiejszy dzień, a nie na zapas.

„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

To bardzo ciekawa prośba. Sama w sobie jest dobrze zrozumiała. Przed Bogiem jesteśmy zawsze dłużnikami i tylko On może nam darować, naprawić nasze relacje. Tej łaski zawsze potrzebujemy. Natomiast druga część zdania jest zaskakująca. Musimy ją jednak rozważyć w kontekście sposobu działania łaski Bożej. Czy człowiek jest zdolny przebaczyć drugiemu, jeśli nie przyjmie wcześniej choć odrobiny Bożej łaski? Chyba nie! Skoro jesteśmy zdolni przebaczyć, odpuścić bratu, to widocznie już jesteśmy w jakiejś relacji z Bogiem. I to jest nasz argument, gdy prosimy aby nasz dług w stosunku do Boga samego został nam odpuszczony. Jest to przecież modlitwa dziecka Bożego.

„I nie wódz nas na pokuszenie”.

Czy Pan Bóg może nas kusić? Oczywiście, nie. Znaczenie tych słów jest zupełnie inne. Wiemy dobrze, że w chwili jakiegoś ucisku czy próby człowiek może się załamać i poddać pokusie zła. Można tutaj pójść za przykładem innych modlitw ze Starego Testamentu gdzie znajdujemy wyrażenie: „nie dopuść, abyśmy zgrzeszyli, gdy będziemy poddawani próbie”. Próby przychodzą na każdego. Nawet nasz Pan Jezus Chrystus nie był od nich wolny. Jednak do pokonania pokusy potrzeba pomocy Bożej; o to modlimy się tutaj.

„…ale nas zbaw ode złego”.

Można w tej prośbie widzieć tylko zło w sensie materialnym, ale w Tradycji Kościoła widziano tutaj także „Złego”, czyli Szatana. Dlatego dodano w niektórych wersjach tej modlitwy znane nam uzupełnienie: „Bo Twoje jest królestwo i potęga i chwała na wieki. Amen”. Szatan, do czasu, ma pewną władzę nad światem i dlatego potrzebujemy Bożej pomocy, by się przed nim bronić. I tylko Bóg może nam pomóc w tej walce.


___

Źródło: PCh24.pl 

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Cały świat

Cały świat

 

Źródło: pixabay.com/pl/


Kiedy śmieje się dziecko
- śmieje się cały świat.

- Janusz Korczak 

Copyright © Marta Dybinska , Blogger