piątek, 6 listopada 2026

Małe zadania

Małe zadania

 

Źródło: pixabay.com/pl/

Nic nie jest szczególnie trudne, 

jeśli podzielisz to na małe zadania.

- Henry Ford 

środa, 4 listopada 2026

Śpieszmy się...

Śpieszmy się...

 

Źródło: pixabay.com/pl/

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...

Ks. Jan Twardowski 

poniedziałek, 2 listopada 2026

Tak bardzo mi Was brakuje...

Tak bardzo mi Was brakuje...

Dzień 2 listopada skłania do refleksji jeszcze bardziej niż inne dni w ciągu roku. Tego dnia wspominam nie tylko moich najbliższych, których mam w sercu, ale i tych, z którymi miałam przyjemność współpracować... Tak bardzo mi Was brakuje... Gdyby tak można było spotkać się jeszcze na jednej kolacji, pójść na spacer nad Wisłę, wyjść na kawę na Stare Miasto, a później spacerować Krakowskim Przedmieściem... 


Źródło: pixabay.com/pl/


Kazimierz Piechowski
- więzień nr 918, mój Przyjaciel, z którym spotkania, rozmowy i spacery mam w pamięci cały czas, a dziś lubię wracać do jego książek. Andrzej Gmitruk - najbardziej szalony z szalonych... P. Basia Rybińska - mama Ks. Marka Rybińskiego, misjonarza, który został zamordowany w Tunezji. O. Kazimierz Piotrowski CSsR, który zawsze - mimo wielu obowiązków - miał czas na wywiad. Ks. Jan Kaczkowski i jego "halo, słucham...", które wiąż pamiętam. I te nasze autoryzacje wywiadów przez telefon... Krzysztof Krawczyk, który nigdy nie odmówił mi wywiadu. Bronisław Cieślak, z którym wywiad był moim wielkim marzeniem... Pamiętam ten piękny słoneczny dzień, kiedy krążyłam między Chłodną, Solidarności i Jana Pawła, i słuchałam P. Bronisława... Emil Kamiński, który jak mówił, że oddzwoni to oddzwaniał... Zbigniew Wodecki, który miał zrozumienie dla studentki dziennikarstwa, i nie przekreślił pomysłu wywiadu. Jerzy Połomski, któremu dziękuję za "kilka ważnych spraw" - jak sam mawiał... Ks. Stanisław Jurczuk, którego miałam przyjemność poznać przed jednym z nagrań "Sprawa dla reportera", a później wspólnie pielgrzymować na Jasną Górę... Ks. Piotr Pawlukiewicz, któremu dziękuję za piękne i konkretne homilie. Do dziś pamiętam, jak jeździłam na te słynne "piętnastki" do Św. Anny.... Jestem wdzięczna, że miałam zaszczyt poznać Ks. Stanisława Małkowskiego - przyjaciela Ks. Popiełuszki. Ks. Feliksowi Folejwskiemu dziękuję za czas i wywiady... P. Mariannie Popiełuszko za zaproszenia i życzliwość, za wspomnienia... P. Zosi Czekalskiej ps. "Sosenka" - pogody ducha nigdy nie zapomnę, energii i atmosfery podczas spotkań... P. Płk. Wojciech Januszewski - dyrektor aresztu, który dał mi szasnę pracy nad reportażami, za murami... Bp Paweł Socha, który mnie bierzmował... 

We wdzięcznej pamięci mam moją P. Prof. Sławomirę Gruszewską, której dobrą energię wciąż pamiętam. Wspominam P. Prof. Józefa Szaniawskiego, człowieka wielu pasji... Pamiętam także naszych księży - Ks. Kamila, Ks. Jacka, Ks. Andrzeja i Ks. Darka... We wdzięcznej pamięci mam cudowne i jedyne w swoim rodzaju siostry zakonne - s. Benignę i s. Zofię. 


Dziękuję Bogu, że postawił na mojej drodze tak wielu wspaniałych ludzi. 

Nigdy nie zapomnę dobra, jakie od Was otrzymałam. 


Bardzo wierzę w to, że wszyscy spotkamy się w Królestwie Niebieskim...

niedziela, 1 listopada 2026

[WYWIAD] W Chrystusie śmierć nie ma ostatniego słowa

[WYWIAD] W Chrystusie śmierć nie ma ostatniego słowa

Dzielę się ważnym wywiadem - dla mnie prywatnie też jest to bardzo ważny wywiad... Dziękuję Ks. Mateuszowi Szerszeniowi CSMA za czas na tę potrzebną rozmowę o śmierci i życiu...


Źródło: pixabay.com/pl/

Księże Mateuszu, jaka jest najważniejsza różnica teologiczna między Uroczystością Wszystkich Świętych a Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych?

Pierwszego listopada cieszymy się tymi, którzy już osiągnęli niebo. Zarówno świętymi znanymi z imienia, jak i tymi, których życiorysów nikt nie napisał. Być może są wśród nich nasi rodzice, dziadkowie, ludzie, z którymi mieszkaliśmy po sąsiedzku. Drugiego listopada modlimy się za zmarłych, którzy potrzebują jeszcze oczyszczenia, aby wejść w pełnię wspólnoty z Bogiem. Pierwszy dzień pokazuje nam cel, drugi przypomina, że możemy pomagać tym, którzy jeszcze go nie osiągnęli. Oba mówią o tej samej miłości, której śmierć nie potrafi zerwać.

Kim są „wierni zmarli”?

To zmarli należący przez chrzest do Chrystusa. Słowo „wierni” nie oznacza tutaj ludzi bezgrzesznych, którzy zawsze postępowali właściwie. Gdybyśmy modlili się tylko za takich, nasze wypominki byłyby bardzo krótkie. Modlimy się za ludzi z ich słabościami, uwikłaniami, dobrem, które uczynili, i dobrem, którego zabrakło. W liturgii Dnia Zadusznego szczególnie pamiętamy o tych, którzy umarli w przyjaźni z Bogiem, ale potrzebują oczyszczenia. Powierzamy ich miłosierdziu, ponieważ sami również będziemy go potrzebowali.

Jak Kościół pamięta o tych zmarłych, o których już nikt nie pamięta, nie modli się za ich dusze?

Nie ma takiego zmarłego, którego Bóg zapomniał. My gubimy nazwiska, zaniedbujemy groby, czasem nie potrafimy już powiedzieć, kto jest na starej rodzinnej fotografii. Bóg zna każdego. Kościół podczas każdej Mszy Świętej modli się za zmarłych, także tych niewymienionych z imienia. Dlatego nawet człowiek, którego grób zarósł i którego bliscy dawno odeszli, pozostaje objęty modlitwą całego Kościoła. To bardzo pocieszające: nasza nadzieja nie zależy od tego, jak długo ktoś będzie przynosił kwiaty na cmentarz.

Odpusty zupełne mogą uzdrowić relację z kimś, z kim na przykład nie zdążyliśmy się pojednać, czegoś wyjaśnić?

Trzeba najpierw powiedzieć, czym jest odpust. To darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, których wina została już odpuszczona. Możemy uzyskiwać go dla siebie albo ofiarowywać za zmarłych. Nie jest więc sposobem na automatyczne rozwiązanie wszystkich niedokończonych spraw. Jednak modlitwa za człowieka, do którego mamy żal albo którego skrzywdziliśmy, może stopniowo przemieniać także nasze serce. Zamiast wracać wyłącznie do krzywdy, zaczynamy pragnąć jego zbawienia. Możemy powiedzieć Bogu: „Żałuję tego, czego nie naprawiłem. Pomóż mi przebaczyć i przyjąć przebaczenie”. Śmierć zamyka możliwość ziemskiej rozmowy, ale pozostawia nam możliwość miłości wyrażonej modlitwą.

Myślenie o śmierci jako o końcu odbiera życiu sens czy wręcz przeciwnie, dopiero nadaje życiu właściwy sens?

Świadomość, że nasze ziemskie życie się skończy, pomaga odróżnić rzeczy ważne od tych, które tylko robią dużo hałasu. Przy łóżku umierającego człowieka mało kogo obchodzi liczba obserwujących w internecie albo poglądy polityczne. Wracają pytania o miłość, przebaczenie, obecność. Nie powiedziałbym jednak, że sama śmierć nadaje życiu sens. Sens nadaje mu miłość, a dla chrześcijanina jej źródłem i ostatecznym spełnieniem jest Bóg. Śmierć przypomina natomiast, że czasu na kochanie nie mamy bez końca. Dlatego warto dzisiaj zadzwonić, przeprosić, odwiedzić. „Kiedyś” bywa słowem, za którym chowamy rzeczy, których później już nie zdążymy zrobić.

„Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”. Te słowa pomagają nam przeżyć ból rozstania, ale też widzieć dalej?

Tak, to słowa prefacji za zmarłych. Wyrażają jednak istotną obietnicę: w Chrystusie śmierć nie ma ostatniego słowa. Nie oznacza to, że wierzący człowiek powinien mniej płakać. Jezus płakał przy grobie Łazarza. Boli nas puste miejsce przy stole, brak głosu, którego już nie usłyszymy przez telefon, niemożność przytulenia kogoś bliskiego. Wiara nie usuwa tej tęsknoty. Daje nadzieję, że osoba, którą kochamy, nie została unicestwiona i że możemy powierzyć ją Bogu. Można płakać i jednocześnie ufać.

Czego nie potrafimy pojąć w kontekście śmierci?

Chyba najbardziej tego, jak ktoś tak bardzo obecny może nagle stać się niedostępny. Jeszcze przed chwilą rozmawialiśmy, mieliśmy wspólne plany, a teraz zostaje cisza. Rozum wie, co się wydarzyło, ale serce długo nie potrafi tego przyjąć. Trudno nam również wyobrazić sobie istnienie poza światem, który znamy. Wszystko przeżywamy przez ciało, czas, miejsce. Dlatego wobec śmierci trzeba mieć pokorę. Wiara daje nam prawdziwą nadzieję, ale nie dostarcza szczegółowej relacji z tego, jak będzie wyglądało nasze spotkanie z Bogiem. Nie na każde pytanie przy grobie należy natychmiast odpowiadać. Czasem trzeba po prostu zostać przy człowieku, który płacze.

Czym jest wieczność?

Kiedy słyszymy „wieczność”, łatwo wyobrażamy sobie nieskończoną liczbę kolejnych lat. Wtedy rzeczywiście można się przestraszyć albo zapytać, czy nie będzie nudno. Tymczasem wieczne życie z Bogiem jest pełnią życia i miłości. Nie potrafimy dokładnie opisać sposobu istnienia, którego jeszcze nie znamy. Mamy jednak pewne przeczucie w chwilach, kiedy jesteśmy z kimś kochanym i nie chcemy, żeby spotkanie się skończyło. W niebie nie będzie już lęku, że miłość zostanie przerwana przez śmierć. I pamiętajmy, że chrześcijańska nadzieja obejmuje zmartwychwstanie ciała. Bóg pragnie ocalić całego człowieka.

Czasami ktoś powie, że boi się śmierci. To naturalny ludzki odruch czy lęk przed śmiercią można traktować w kategorii grzechu?

Sam lęk przed śmiercią nie jest grzechem. Kochamy życie, jesteśmy związani z ludźmi, boimy się cierpienia i tego, czego nie znamy. Nie trzeba się z tego spowiadać jak z moralnej winy. Wiara nie wymaga od człowieka, żeby na wiadomość o ciężkiej chorobie zachował niewzruszony spokój. Można drżeć i modlić się, można bać się i ufać. Zaufanie często zaczyna się właśnie od szczerego zdania: „Panie Boże, boję się. Proszę, bądź przy mnie”. Człowiekowi przeżywającemu taki lęk potrzeba obecności i wsparcia, a nie zawstydzania go, że widocznie za słabo wierzy.

Chrystus wołał z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. Jezus bał się śmierci?

Jezus był prawdziwym człowiekiem, dlatego rzeczywiście przeżywał trwogę wobec cierpienia i śmierci. Widzimy to szczególnie w Ogrodzie Oliwnym, kiedy prosi Ojca o oddalenie kielicha. Nie odgrywał męki. Jego ból był prawdziwy. Wołanie z krzyża jest początkiem Psalmu 22, modlitwy człowieka udręczonego, która prowadzi ku ufności i uwielbieniu Boga. Nie oznacza zerwania jedności Syna z Ojcem. Pokazuje natomiast, jak głęboko Chrystus wszedł w doświadczenie ludzkiego osamotnienia. Dlatego człowiek, który w cierpieniu pyta: „Boże, gdzie jesteś?”, może odnaleźć w Jezusie kogoś bardzo bliskiego.

Jak radzić sobie w sytuacji, kiedy bliski odchodzi z tego świata, ale wciąż ma żal do Stwórcy?

Przede wszystkim nie urządzać przy jego łóżku rozprawy w obronie Pana Boga. Zdanie: „Nie wolno ci tak mówić”, może tylko pogłębić samotność. Warto zapytać, co boli, czego ten człowiek się boi, jakie doświadczenie nosi w sobie od lat. Żal do Boga bywa przecież wołaniem kogoś, kto bardzo potrzebuje Jego bliskości, ale nie rozumie własnego cierpienia. Można pomóc mu wypowiedzieć ten żal w modlitwie: „Panie Boże, nie rozumiem, mam pretensje, ale chcę Ci to powiedzieć”. Jeśli jest gotowy, zaproponować rozmowę z księdzem i sakramenty. Delikatnie, bez nacisku. Trzeba również zadbać o ulgę w bólu i dobrą opiekę. Czasem właśnie cierpliwa obecność drugiego człowieka pomaga ponownie zaufać Bogu.

Boże miłosierdzie… Do ostatniej sekundy życia Stwórca daje każdemu z nas szansę…

Tak. Dopóki człowiek żyje, może odpowiedzieć na łaskę i zwrócić się ku Bogu. Dobry łotr nie miał już możliwości naprawienia całej swojej przeszłości, a jednak usłyszał obietnicę raju. To ogromna nadzieja, zwłaszcza gdy myślimy o bliskich, których życie było pogmatwane. Nie znamy wszystkiego, co wydarzyło się w ich sercu, dlatego powierzamy ich miłosierdziu. Nie powinniśmy jednak traktować tej nadziei jako powodu do odkładania nawrócenia. Miłość Boga nie jest zgodą na krzywdę ani unieważnieniem naszej wolności. Skoro mogę wrócić dzisiaj, po co przez kolejne lata żyć daleko od Niego?

Dzień 2 listopada może pomóc nam samym w przygotowaniu się do życia wiecznego?

Może, jeśli pozwolimy, żeby modlitwa za zmarłych postawiła nam również kilka pytań o własne życie. Z kim powinienem się pojednać? Komu jestem coś winien? Czy nie odkładam spowiedzi? Czy moi bliscy wiedzą, że ich kocham? Przygotowanie do wieczności dokonuje się w bardzo konkretnych sprawach: uczciwości, trosce o drugiego człowieka, przebaczeniu, powracaniu do Boga. Warto wyjść z cmentarza z jednym postanowieniem i naprawdę je wykonać. Znicz na grobie jest znakiem pamięci. Telefon do samotnej matki, przeprosiny czy dobra spowiedź mogą być owocem tej pamięci. O własnej śmierci warto pomyśleć po to, żeby odpowiedzialniej przeżyć życie. Memento mori.

 __

Źródło: naszapolska.pl

sobota, 31 października 2026

[WYWIAD] Niewinna zabawa czy śmiertelne zagrożenie?

[WYWIAD] Niewinna zabawa czy śmiertelne zagrożenie?

W soboty na ogół nic nie publikuję, ale wyjątek - ważny, i myślę, że potrzebny temat... Ks. Mateuszowi Szerszeniowi CSMA dziękuję za ten wywiad. Zapraszam do lektury...


Źródło: pixabay.com/pl/


Księże Mateuszu, podstawowe pytanie: Halloween to niewinna zabawa czy śmiertelne zagrożenie?

Nie nazwałbym każdego dziecka zbierającego cukierki uczestnikiem czegoś śmiertelnie niebezpiecznego. Takie stawianie sprawy niewiele wyjaśnia, za to skutecznie wywołuje strach. Nie zgadzam się jednak z przekonaniem, że skoro coś nazwaliśmy zabawą, przestaje mieć znaczenie. Trzeba zapytać, czym się bawimy i co przez tę zabawę przekazujemy. Mam bardzo poważne zastrzeżenia do robienia rozrywki ze śmierci, makabry i demonicznych postaci. Zmarłym należy się szacunek, a dzieciom można zaproponować coś lepszego niż fascynację krwią i straszeniem. Jako chrześcijanin nie widzę powodu, żeby świętować Halloween.

To, co się dzieje, co tak łatwo zostało przyswojone przez naszych nastolatków i młodych ludzi, uważa Ksiądz za chwilową modę?

Obawiam się, że to już coś trwalszego. Halloween ma bardzo prostą ofertę: przebranie, emocje, spotkanie ze znajomymi. Do tego dochodzą reklamy, sklepy i media społecznościowe. Młody człowiek nie musi zastanawiać się nad znaczeniem tego zwyczaju, wystarczy, że chce dołączyć do innych. Nie zamierzam obwiniać go za potrzebę bycia w grupie. Pytanie kierowałbym raczej do dorosłych: co sami mu proponujemy? Czy potrafimy opowiedzieć o świętości, przemijaniu i życiu wiecznym tak, żeby chciał nas słuchać? Samo powtarzanie zakazów nie zastąpi wychowania ani przekazywania wiary.

Kiedyś w większych miastach można było zobaczyć dzieci poprzebierane za różne stworki, duchy… A dziś już nawet w małych miejscowościach i wsiach taki widok nikogo nie dziwi. Z czego wynika to „cieszenie się”, czy wręcz „świętowanie” śmierci?

Myślę, że często kryje się za tym bezradność wobec śmierci. Łatwiej założyć maskę kościotrupa, niż porozmawiać o odejściu kogoś bliskiego albo o własnym przemijaniu. Makabra pozwala obrócić trudny temat w żart i na chwilę odsunąć pytania. Oczywiście dziecko w przebraniu nie musi tego wszystkiego przeżywać świadomie. To my, dorośli, wybieramy sposób, w jaki wprowadzamy je w te sprawy. Wolałbym, żeby poznawało śmierć przez pamięć o babci, modlitwę i zapalenie znicza, a nie przez zakrwawione stroje. Przy grobie można przecież mówić również o miłości, wdzięczności i nadziei.

Nie ma miejsca na Halloween w polskiej listopadowej tradycji?

Moim zdaniem nie ma powodu, żeby je do niej dopisywać. Mamy tradycję o ogromnej głębi: uroczystość Wszystkich Świętych, modlitwę za zmarłych, odwiedzanie grobów, rodzinne wspomnienia. To nie jest wyłącznie czas smutku. Wszystkich Świętych przypomina, że człowiek może dojść do nieba, a śmierć nie przekreśla miłości. Chciałbym, żebyśmy umieli dostrzec wartość tego, co otrzymaliśmy. Moje zastrzeżenie do Halloween nie wynika z tego, że zwyczaj przyszedł z zagranicy. Ważne jest dla mnie to, jaką treść wnosi i czy pomaga nam przeżyć te dni zgodnie z wiarą.

Gdzie jest granica między niewinnymi przebierankami a duchowym zagrożeniem?

Halloween jest sposobem na oswajanie dzieci z okultyzmem i magią. Trzeba patrzeć na treść zabawy i na to, do czego się zaprasza jej uczestników. Wywoływanie duchów, wróżbiarstwo czy próby kontaktowania się z rzekomymi mocami to już konkretne praktyki sprzeczne z chrześcijańskim zaufaniem Bogu. Nazwanie ich żartem nie sprawia, że stają się właściwe. Istnieje też zwyczajna odpowiedzialność wychowawcza. Nie muszę od razu mówić o nadzwyczajnym działaniu złego ducha, żeby zapytać, po co dziecku zabawa w mordowanie albo zachwyt nad okrucieństwem.

To ja w roli adwokata diabła: ale które dziecko myśli o diable? Dla dzieci to przecież tylko zbieranie cukierków i frajda. To źle, że jednego wieczora podchodzą po sąsiadach?

Wierzę, że większość dzieci myśli po prostu o cukierkach. Nie przypisywałbym im intencji, których nie mają. Odwiedzanie sąsiadów, spotkanie z kolegami czy otrzymanie słodyczy samo w sobie nie jest niczym złym. Nadal jednak pozostaje pytanie o oprawę, którą nadają temu dorośli. Halloween to problem dorosłych, a nie dzieci. Dziecko nie musi rozumieć wszystkich znaczeń, żebyśmy my mieli obowiązek je przemyśleć. Można zorganizować wspólną zabawę bez upiorów i duchów. Warto też wyjaśnić, że nikt nie ma obowiązku dawać nam cukierków, a odmowa nie usprawiedliwia żadnego psikusa. Ów psikus to przecież tak naprawdę zachęta do popełnienia jakiegoś małego zła. Dobrze wiemy, że z małych rzeczy potrafią wyrastać rzeczy większe.

Co Ksiądz sądzi o dekoracjach na posesjach, przed domami? Dynie, lampiony, to już coś złego?

Dynia jest warzywem, a lampion może być po prostu jesienną ozdobą. Nie doszukiwałbym się diabła w każdym przedmiocie stojącym przed domem. Znaczenie ma jednak całość dekoracji. Czym innym jest kosz z dyniami, a czym innym upozorowany grób, pajęczyny czy demoniczna postać witająca gości. Mam prawo zapytać, dlaczego właśnie taki obraz chcemy wystawić przed swoim domem. Szczególnie gdy oglądają go małe dzieci. Potrzebujemy rozeznania i zdrowego rozsądku. Czy naprawdę chcielibyśmy, żeby nasz dom przypominał miejsce zamieszkane prze śmierć i złego ducha?

Czyli potwierdza Ksiądz to, co mówią egzorcyści: z diabłem nie ma żartów. Wobec tego jak powinni się zachować chrześcijanie, kiedy 31 października do domów zapukają dzieci z hasłem: „cukierek albo psikus”?

Z diabłem nie ma żartów, ale dziecko stojące przed drzwiami nie jest diabłem. Od tego trzeba zacząć. Nie wolno go upokarzać, straszyć piekłem ani urządzać mu przesłuchania. Można spokojnie powiedzieć: „My nie obchodzimy Halloween”, ale mam dla ciebie naklejki ze świętymi, albo „Boże krówki”. Rodzice powinni wcześniej porozmawiać z własnymi dziećmi i zaproponować im sensowny sposób spędzenia tego czasu, choćby bal Wszystkich Świętych. Chrześcijanin może jasno odmówić udziału w Halloween i jednocześnie pozostać serdeczny. Wierność Chrystusowi powinna być widoczna także w sposobie, w jaki otwieramy drzwi drugiemu człowiekowi.


 __

Źródło: naszapolska.pl

piątek, 30 października 2026

zgaśnie

zgaśnie
Źródło: pixabay.com/pl/

 

Nawet najbardziej płomienna miłość

z braku troski, opieki i zaniedbania


zgaśnie. 


___ 

Źródło: Rafał Wicijowski - Oczami Mężczyzny; Kobiety, które mają klasę. 

środa, 28 października 2026

Nigdy nie wróci...

Nigdy nie wróci...

 

Źródło: pixabay.com/pl/

Czas jest jak rzeka. 

Nie możesz dotknąć tej samej wody dwa razy, 

ponieważ płynący strumień, który minął, 

nigdy nie wróci. 


- Heraklit z Efezu

Copyright © Marta Dybinska , Blogger