poniedziałek, 20 kwietnia 2026

[WYWIAD] Kocham cię i nienawidzę

[WYWIAD] Kocham cię i nienawidzę

Druga szansa sama w sobie nie jest niczym złym. Ludzie popełniają błędy, dojrzewają, uczą się relacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy „druga szansa” staje się trzydziestą drugą i jest tylko kolejnym obrotem tej samej karuzeli. Sam powrót niczego nie naprawia. O wartości kolejnej szansy nie decydują słowa, tylko fakty: czy pojawiła się realna zmiana? - mówi Monika Chrapińska-Krupa – psycholog, psychoterapeuta, założycielka poradni Spokój w Głowie, w której każdego dnia wspiera osoby zmagające się z trudnościami emocjonalnymi i życiowymi zakrętami. W pracy łączy profesjonalną wiedzę z empatią i zdrowym rozsądkiem. Pracuje z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, ale bliskie są jej także tematy związane z miłością, więzią, rozstaniami, ambiwalencją i tym, jak relacje wpływają na nasze samopoczucie.


pixabay.com/pl

Pani Moniko, czym na pewno miłość nie jest?

Miłość na pewno nie jest cierpieniem, które trzeba znosić w imię lojalności, przywiązania czy wspólnej historii. Nie jest też kontrolą, uzależnieniem emocjonalnym, lękiem przed odejściem ani ciągłym wystawianiem drugiej osoby na próby. Bardzo często mylimy miłość z potrzebą posiadania kogoś, z obsesją, z głodem uwagi albo z trudnością w byciu samemu. Tymczasem dojrzała miłość nie polega na tym, że druga osoba ma nas „uratować”, wypełnić nasze braki czy nieustannie udowadniać swoją wartość. Miłość nie upokarza, nie odbiera spokoju, nie buduje relacji na huśtawce emocjonalnej. Oczywiście każda bliskość niesie napięcia, konflikty i momenty kryzysu, ale czym innym jest trudność, a czym innym relacja, która regularnie rani, destabilizuje i podkopuje poczucie bezpieczeństwa. Miłość nie powinna być też usprawiedliwieniem dla przemocy psychicznej, manipulacji, zdrad czy emocjonalnych kar. To, że ktoś mówi „kocham”, nie znaczy jeszcze, że potrafi kochać w sposób dojrzały.

Przeciwieństwem miłości jest nienawiść czy obojętność?

Psychologicznie bliżej mi do stwierdzenia, że przeciwieństwem miłości jest obojętność. Nienawiść, choć bardzo destrukcyjna, nadal oznacza silne zaangażowanie emocjonalne. W nienawiści druga osoba wciąż jest dla nas ważna — porusza nas, wywołuje napięcie, złość, ból, pragnienie odwetu. Obojętność pojawia się wtedy, gdy więź emocjonalna naprawdę wygasa. Gdy ktoś przestaje nas poruszać, przestajemy czekać, przeżywać, reagować. To raczej znak, że uczucie się wypaliło albo zostało odcięte. Dlatego w relacjach partnerskich obojętność bywa bardzo poważnym sygnałem — często bardziej niepokojącym niż złość czy rozczarowanie. Para, która się kłóci, nadal bywa ze sobą emocjonalnie połączona. Para, która stała się sobie obojętna, często stoi już na granicy emocjonalnego końca.

Od miłości do nienawiści jeden krok, podobno. Zgodzi się Pani z tym?

To powiedzenie nie wzięło się znikąd, bo rzeczywiście bliskie relacje uruchamiają w nas najmocniejsze emocje. Im bardziej ktoś był dla nas ważny, im więcej zainwestowaliśmy, im bardziej byliśmy odsłonięci i zależni emocjonalnie, tym silniejszy może być ból rozczarowania, zdrady czy odrzucenia. A ból bardzo często zamienia się w gniew. Powiedziałabym jednak, że od miłości do nienawiści nie jest „jeden krok”, tylko raczej ciąg psychologicznych procesów: zranienie, bezsilność, poczucie krzywdy, upokorzenie, utrata złudzeń. To nie dzieje się znikąd. Nienawiść w relacji rzadko spada z nieba — zwykle jest skutkiem nagromadzonych ran, niewypowiedzianych pretensji, rozczarowań i braku bezpiecznego dialogu. To dlatego w relacjach o dużej intensywności emocjonalnej tak łatwo przejść od idealizacji do deprecjacji. Ktoś, kto był „najważniejszy”, nagle staje się „najgorszy”. To skrajność, ale dość częsta.

Miłość naprawdę może się zamienić w nienawiść?

Może, choć powiedziałabym precyzyjniej: silne uczucie przywiązania może zostać przykryte nienawiścią, gdy pojawi się głębokie zranienie. W praktyce gabinetowej często widzimy, że pod deklarowaną nienawiścią wciąż kryje się niezakończona więź, żal, tęsknota albo potrzeba uznania własnej krzywdy. Ktoś mówi: „nienawidzę go”, ale jednocześnie nie może przestać myśleć, sprawdzać, przeżywać. To pokazuje, że emocjonalna pępowina nie została przecięta. Zdarza się też, że nienawiść staje się mechanizmem obronnym — łatwiej znosić rozpad relacji, gdy zamienimy ból na gniew. Gniew daje pozorne poczucie siły, podczas gdy rozpacz konfrontuje nas z bezradnością. Jednak długofalowo taka przemiana jest bardzo obciążająca psychicznie. Człowiek tkwi wtedy w emocjonalnym klinczu i zamiast się leczyć, dalej żyje relacją, która formalnie może już nawet nie istnieć.

Można jednocześnie kochać i nienawidzić?

Tak, i to częściej, niż chcielibyśmy przyznać. Psychika człowieka nie jest zero-jedynkowa. Możemy jednocześnie tęsknić i być wściekli, kochać i czuć urazę, potrzebować bliskości i jednocześnie chcieć się od niej odciąć. Właśnie na tym polega ambiwalencja — na współistnieniu sprzecznych uczuć wobec tej samej osoby. To nie zawsze oznacza patologię. W każdej długiej relacji pojawiają się momenty, w których partner budzi w nas miłość, wdzięczność, ale też złość, żal i rozczarowanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta ambiwalencja staje się dominującym stanem, a relacja zamiast być miejscem ukojenia i rozwoju staje się źródłem przewlekłego napięcia. Wtedy człowiek nie czuje się ani bezpiecznie w związku, ani zdolny, by z niego odejść.

Jakie są najczęstsze przyczyny ambiwalencji w związku?

Przyczyn może być wiele. Często jest to efekt nierozwiązanych konfliktów, powtarzających się zranień, zdrad, niespełnionych potrzeb emocjonalnych, braku stabilności albo chronicznego poczucia, że „coś jest nie tak”. Ambiwalencja pojawia się także wtedy, gdy partner daje nam coś bardzo ważnego — na przykład poczucie bliskości, namiętności, opieki — ale jednocześnie jest źródłem bólu, chaosu czy nieprzewidywalności. Wtedy psychika jest rozdarta: jedna część chce zostać, druga się broni. Często znaczenie mają też nasze wcześniejsze doświadczenia przywiązaniowe. Osoby, które dorastały w niepewności emocjonalnej, w relacjach pełnych sprzecznych komunikatów, mogą nieświadomie wchodzić w podobny wzorzec także w dorosłości. Dla nich chaos bywa mylony z intensywnością, a spokój z nudą. Ambiwalencję wzmacniają też niskie poczucie własnej wartości, lęk przed samotnością oraz relacje, w których występuje naprzemienne dawanie ciepła i wycofywanie go.

Jak przejawia się ambiwalencja w związku?

Najczęściej jako emocjonalna huśtawka. Jednego dnia partner wydaje się najbliższą osobą na świecie, a następnego budzi irytację, chłód albo wręcz niechęć. Pojawia się ciągłe wahanie: „chcę być blisko”, ale zaraz „muszę się odsunąć”; „kocham”, ale „mam dość”. Taka ambiwalencja może przejawiać się też w zachowaniu: rozstania i powroty, częste groźby odejścia, impulsywne kłótnie, bardzo silna potrzeba kontaktu przeplatana wycofaniem, testowanie partnera, zazdrość, prowokowanie reakcji. Z zewnątrz taka relacja bywa postrzegana jako burzliwa, ale od środka zwykle jest po prostu bardzo męcząca. Osoba tkwiąca w ambiwalencji często czuje wewnętrzne rozdarcie, ma trudność z podejmowaniem decyzji, analizuje wszystko bez końca, a mimo to nie znajduje ulgi. To stan, w którym emocje są silne, ale nie prowadzą do rozwiązania.

Jaki więc jest to dla nas sygnał?

To sygnał, że w relacji dzieje się coś, czego nie można dłużej bagatelizować. Ambiwalencja nie zawsze oznacza, że związek trzeba zakończyć, ale zawsze oznacza, że trzeba się zatrzymać i przyjrzeć temu, co naprawdę nas boli. To moment na zadanie sobie ważnych pytań: czego mi w tej relacji brakuje? Co mnie rani? Co sprawia, że mimo uczuć nie czuję się spokojnie? Czy ten związek opiera się na wzajemności i szacunku, czy bardziej na lęku, uzależnieniu emocjonalnym i nadziei, że partner kiedyś się zmieni? Dla wielu osób to właśnie ambiwalencja jest pierwszym momentem, w którym zaczynają widzieć, że coś, co nazywali miłością, wcale nie musi być zdrową więzią. To ważny sygnał ostrzegawczy, a nie coś, co należy romantyzować.

O jakich najczęstszych przyczynach skrajnych emocji należy wspomnieć?

Na pewno o nieuregulowanym stylu przywiązania, niskim poczuciu bezpieczeństwa w relacji, traumach z przeszłości, doświadczeniu odrzucenia, zdrady, przemocy psychicznej czy emocjonalnej niedostępności partnera. Skrajne emocje bardzo często biorą się też z powtarzalnego mechanizmu: partner raz przyciąga, raz odpycha. Taki układ wzmacnia uzależniający charakter relacji, bo człowiek zaczyna funkcjonować w napięciu i oczekiwaniu. Warto wspomnieć również o trudnościach w regulacji emocji, nieumiejętności komunikowania potrzeb, impulsywności oraz o związkach, w których jedna lub obie strony mają nierozpracowane zranienia z wcześniejszych relacji. Niekiedy za skrajnymi emocjami stoją także zaburzenia osobowości, współuzależnienie lub relacja o cechach toksycznych, gdzie bliskość jest przeplatana karaniem, dewaluacją i destabilizacją.

Trwanie w takiej relacji może być bardzo wyniszczające, na dłuższą metę...

Zdecydowanie tak. Organizm i psychika nie są stworzone do życia w permanentnym napięciu. Kiedy relacja jest źródłem ciągłej niepewności, człowiek przestaje odpoczywać emocjonalnie. Zaczyna nadmiernie analizować, sprawdzać, przewidywać, pilnować nastroju partnera, dostosowywać się, tłumaczyć, ratować. To bardzo wyczerpujące. Długotrwałe funkcjonowanie w takim układzie może prowadzić do obniżenia nastroju, lęku, problemów ze snem, spadku samooceny, poczucia winy, a nawet objawów psychosomatycznych. W pewnym momencie cała energia życiowa idzie nie na budowanie życia, tylko na przetrwanie relacji. I to jest moment, w którym trzeba bardzo uczciwie zobaczyć koszty.

Niestabilność emocjonalna, wahania nastroju, sprzeczne uczucia... Tak się nie da funkcjonować. Związek ma być miejscem bezpiecznym. Kiedy te starania o związek - szczęśliwy, bezpieczny, dobry - nie mają już sensu?

Wtedy, gdy starania są jednostronne, a druga strona nie bierze odpowiedzialności za swoje zachowanie. Wtedy, gdy po kolejnych rozmowach nic realnie się nie zmienia. Wtedy, gdy zamiast budować bezpieczeństwo, związek regularnie odbiera spokój, godność i poczucie własnej wartości. Relacja ma sens wtedy, gdy obie strony chcą pracować, słuchać, rozumieć i wprowadzać zmiany. Nie wtedy, gdy jedna osoba stale naprawia, a druga niszczy i składa kolejne obietnice bez pokrycia. Trzeba też jasno powiedzieć: nie każdą relację da się uratować, a nie każda zasługuje na ratowanie za wszelką cenę. Jeżeli obecne są przemoc, chroniczne manipulacje, poniżanie, zdrady powtarzane mimo deklaracji poprawy, emocjonalne karanie, wzbudzanie lęku czy całkowity brak gotowości do refleksji — wtedy dalsze starania często nie są już wyrazem miłości, ale przekraczania własnych granic.

Powroty, "drugie" szanse, a wszystko po to, by znów za kilka dni usłyszeć: "kocham cię i nienawidzę"... Czy warto?

Druga szansa sama w sobie nie jest niczym złym. Ludzie popełniają błędy, dojrzewają, uczą się relacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy „druga szansa” staje się trzydziestą drugą i jest tylko kolejnym obrotem tej samej karuzeli. Sam powrót niczego nie naprawia. O wartości kolejnej szansy nie decydują słowa, tylko fakty: czy pojawiła się realna zmiana? Czy jest odpowiedzialność? Czy są konkretne działania? Czy druga osoba rozumie, co zrobiła i jaki to miało wpływ? Czy odbudowywane jest bezpieczeństwo? Jeżeli nie, to kolejne powroty zwykle nie są dowodem wielkiej miłości, tylko trudności w odcięciu się od destrukcyjnej więzi. Czasem największym wyrazem dojrzałości nie jest walka o relację za wszelką cenę, lecz uznanie, że samo uczucie nie wystarcza. Bo można kogoś kochać i jednocześnie wiedzieć, że ta relacja nam szkodzi. I właśnie wtedy odejście nie jest porażką, tylko formą ochrony siebie.


___

Źródło: itvm.pl

czwartek, 16 kwietnia 2026

Kochany Papa Emerito

Kochany Papa Emerito

Gdyby żył - obchodziłby 99 urodziny. W dn. 16 kwietnia 1927 urodził się Joseph Ratzinger. Zanim został papieżem - był wybitnym teologiem i wieloletnim prefektem Kongregacji Nauki i Wiary. 


archiwum prywatne 

W 2007 roku ogromną miałam przyjemność uczestniczyć w audiencji, podczas której Ojciec Święty Benedykt XVI przejeżdżał tuż obok nas. Choć od tamtej chwili mija prawie dwadzieścia lat - moment, w którym spotkały się nasze wspomnienia - pamiętam do dziś... 


archiwum prywatne

Wielkim zaszczytem było dla mnie spotkanie z JE. Ks. abpem Mieczysławem Mokrzyckim - drugim osobistym sekretarzem Św. Jana Pawła II i Ojca Świętego Benedykta XVI. To właśnie wtedy, we Lwowie, podczas kilkudniowego mojego pobytu w tym niezwykle urokliwym mieście - dzięki opowieściom JE. abpa Mokrzyckiego - mogłam poznać Ojca Świętego Benedykta XVI jeszcze bardziej...

Księdzu arcybiskupowi jestem wdzięczna również za spotkania w naszym kraju, i za wywiady telefoniczne :) 


archiwum prywatne abpa M.M/ archiwum prywatne M.D., Lwów, 03.07.2011. 

Dziś - z wdzięcznością - wracam do dnia audiencji, i pobytu we Lwowie. Jestem przekonana, że Papa Emerito - jak zawsze pisałam na kopercie, w której przez prawie dziesięć lat wysyłałam życzenia do Ojca Świętego - modli się za nas. Dziś życzenia, które dostawaliśmy od Papa Emerito są dla nas niezwykle cenną pamiątką...


archiwum prywatne

Bardzo mi Ciebie brakuje, Kochany Papa Emerito... 


archiwum prywatne 


środa, 15 kwietnia 2026

7 pięknych cytatów o przyjaźni

7 pięknych cytatów o przyjaźni

 

Krytykuj przyjaciela w cztery oczy, a chwal go przy świadkach.

Leonadro Da Vinci 


Źródło: pixabay.com/pl

 

Prawdziwa przyjaźń przychodzi wtedy, gdy milczenie dwóch osób ich nie niepokoi. 

Dave Tyson Gentry


🌻 

Prawdziwy przyjaciel to ten, kto przychodzi, gdy cały czas świat odchodzi.

Walter Winchell


🌸 

Prawdziwy przyjaciel słucha nie tylko tego, co mówisz, 

lecz także tego, czego nie mówisz.

Cathy Hopkins


🍀 

Prawdziwy przyjaciel jest kimś, kto wierzy w Ciebie, 

kiedy Ty przestajesz wierzyć w samego siebie. 

Kirsty Dallas


🌻

Pewnego Przyjaciela poznaje się w niepewnym momencie.

Antoine de Saint Exupery 


🌸

Moim najlepszym przyjacielem jest ten, 

który wydobywa ze mnie to, co jest we mnie najlepsze. 

Henry Ford 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Cudowny powrót

Cudowny powrót

Wiedziałam, że powrót do wywiadów i reportaży sprzed lat będzie dla mnie fajnym zajęciem, ale nie sądziłam, że będzie to aż tak fascynujące :) Wystarczyło, że zobaczyłam wywiad z Ks. Proboszczem - z najcudowniejszej parafii na świecie, i przypomniały mi się piękne wspomnienia... neokatechumenat, pilnowanie ołtarzy na Boże Ciało :) PIĘKNE procesje i spotkania z wyjątkowymi ludźmi, które na zawsze pozostaną w mojej wdzięcznej pamięci. Otworzenie tego wywiadu to również wspomnienie wspólnego świętowania, litry wypitej kawy, kilogramy zjedzonych słodyczy, spacery i cudowna WSPÓLNOTA. CUDOWNA! To właśnie w mojej parafii pw. Wszystkich Świętych w samym sercu stolicy poznałam, co to prawdziwa wspólnota. Dziękuję wszystkim, których miałam przyjemność spotkać na swojej drodze. Jestem wdzięczna S. Zofii, której już nie ma z nami na tym świecie, ale jej cudowny uśmiech, dobroć, życzliwość i wsparcie pamiętam do dziś... Księdzu Proboszczowi i księżom dziękuję za świadectwo... 


Źródło: pixabay.com/pl

Wspomnienia do przeszłości to również wywiad z JE Ks. abpem Piero Marini - mistrzem papieskich ceremonii liturgicznych, którego miałam przyjemność nie tylko usłyszeć, ale kilka miesięcy po rozmowie - również poznać i porozmawiać na żywo. Ks. Prof. Stanisławowi Mieszczakowi SCJ dziękuję za życzliwość i pomoc w pracy. 

Skoro już został wywołany temat najbliższego współpracownika Św. Jana Pawła II i Benedykta XVI - dziękuję także JE Ks. abp Mieczysławowi Mokrzyckiemu i JE Ks. kard. Stanisławowi Dziwiszowi, że poświęcili mi tak dużo czasu i podzielili się swoim świadectwem. Dziękuję za życzliwość, cierpliwość i rozmowy - również telefoniczne, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. 

Wywiadów jest kilkaset - każdy to osobna historia i wspomnienia, ale przy tej okazji serdecznie dziękuję również kolegom z Komendy Stołecznej Policji za wzorową współpracę - byłam chyba wszędzie tam, gdzie było możliwe - od policji wodnej, przez Sułkowice, policję konną, Wydział Ruchu Drogowego, Wydział ds. przestępczości narkotykowej, aż do podniebnej policji :) 

A jeśli już policja... To wdzięczną modlitwą odwzajemniam życzliwość i wsparcie ŚP. Panu Płk Wojciechowi Januszewskiemu, dyrektorowi Aresztu Śledczego w Białymstoku. To dzięki Panu Pułkownikowi miałam możliwość porozmawiać z mordercami. Bardzo, bardzo dziękuję - to dla redaktorki niezwykle cenne doświadczenie. 

Każdemu życzę, żeby miał takie szczęście - poznać i być w zasięgu ludzi dobrych, uczciwych i życzliwych. Dziękuję za każde spotkanie, każdą rozmowę, wsparcie, dobrą energię. Dziś pozostały wywiady, ale atmosferę tych spotkań zapamiętam do końca życia... 

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

[WYWIAD] Detoks cyfrowy

[WYWIAD] Detoks cyfrowy

Publikuję wywiad, który przeprowadziłam ponad dwa lata temu, ale myślę, że treść jest wciąż aktualna... Dziękuję Panu dr Woronowiczowi za tę rozmowę. 


Źródło: pixabay.com/pl

- W Korei Południowej, gdzie jest ogromny problem – nie wiem czy powoli do nich nie dobijamy, ale to kwestia technologii i dostępności – dziewięcioletnie dzieci są testowane w szkole testami przesiewowymi w kierunku uzależnienia od Internetu. Jeżeli u jakiegoś dziecka zostanie wykryty problem, to jest ono „wyciągane” ze szkoły i wysyłane na dwutygodniowy detoks cyfrowy. W Polsce problem uzależnień jest podobny, tyle że nic się z tym nie robi. Mówi o tym w rozmowie z PCh24.pl dr n. med. Bohdan Woronowicz.


Panie Doktorze, kogo szczególnie dotyczy problem uzależnienia cyfrowego?

Szczególnie dużo młodych ludzi jest uzależnionych od Internetu. Oni sobie nie wyobrażają innego życia. Osoba, która jest uzależniona od Internetu spędza w nim bardzo dużo czasu, bo musi wiedzieć co się dzieje, sprawdzać, być na bieżąco, itd. „Nie ma czasu” ma naukę, pracę i inne obowiązki.

Takie zachowanie to sygnał, że jest jakiś problem, że trzeba pomyśleć o detoksie od Internetu?

Detoks elektroniczny dotyczy tych, którzy nie potrafią w sposób kontrolowany korzystać z Internetu. Wiele dzieci ma z tym problemy… Niestety w 2017 roku została znowelizowana ustawa o grach hazardowych. Z Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych zabrano aż 2/3 środków. Po cichu, w nocy, pod wodzą pana Kuchcińskiego i bez żadnej konsultacji ze specjalistami. Były to pieniądze przeznaczone na prowadzenie badań dotyczących uzależnień behawioralnych, profilaktykę i leczenie osób uzależnionych, ale również i na szkolenie specjalistów. Kiedy zobaczyłem co się dzieje – doszedłem do wniosku, że rządzącym nie zależy na tym, żeby rzetelnie rozwiązywać ten problem. Ciekawy jestem co będzie teraz – czy po 15 października, nowy rząd będzie mądrzejszy czy okaże się taki sam jak poprzedni…

Na co zostały przeznaczone pieniądze z Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych?

Tamte pieniądze zostały przeznaczone na nowo utworzony Fundusz Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, który miał wspierać rozwój organizacji sprzyjających rządzącym.

Jak to możliwe, że nie ma wsparcia w sytuacji, kiedy problem dotyczy przecież tak często dzieci i młodzieży? Władze nie widzą, że uzależnienie od Internetu to nie są żarty?

Dla mnie jest to wielki skandal, że te pieniądze zostały odebrane, zamiast dalej wspierać profilaktykę, badania, terapię. Doszedłem do wniosku, że nie ma z kim i nie ma o czym rozmawiać. W Korei Południowej, gdzie jest ogromny problem – nie wiem czy powoli do nich nie dobijamy, ale to kwestia technologii i dostępności – dziewięcioletnie dzieci są testowane w szkole testami przesiewowymi w kierunku uzależnienia od Internetu. Jeżeli u jakiegoś dziecka zostanie wykryty problem, to jest ono „wyciągane” ze szkoły i wysyłane na dwutygodniowy detoks cyfrowy. Na tym się oczywiście nie kończy, bo nic by to nie dało. Jednocześnie jego rodzice i cała rodzina zostaje objęta specjalistyczną opieką po to, aby kiedy dziecko wróci do domu mogło żyć w taki sposób, aby uzależnienie się nie rozwijało. A u nas w ogóle nikt o tym nie mówi… Nie zapomnę jak jeszcze przed 2015 rokiem mówiłem o tych problemach w Ministerstwie Oświaty, to skończyło się na tym, że sobie pogadałem i koniec. Myślałem, że władza się zmieni to będzie inaczej, a okazało się, że było jeszcze gorzej, bo nie dość, że nic nie zrobili to jeszcze zabrali pieniądze. Są jakieś szczątkowe działania, ale nie ma np. miejsca na nieodpłatny detoks cyfrowy dla tych, którzy są zagrożeni. A to powinno być w ramach NFZ, jak wszystko inne…

Z uzależnieniem choćby człowiek bardzo chciał – sam sobie chyba nie poradzi?

W żadnym uzależnieniu człowiek sobie sam nie poradzi. Może na jakiś czas, tzw. siłą woli coś próbować, ale w uzależnieniach pomagają specjaliści – ich trzeba szkolić, a na szkolenia potrzebne są pieniądze.

Czyli w naszym społeczeństwie temat uzależnienia od Internetu tak jakby nie istnieje…

Kilkanaście lat temu robiłem konferencję, na którą zaprosiłem specjalistkę ze Stanów Zjednoczonych Hilary Cash – z ośrodka leczenia młodych ludzi z tego typu problemami. Zaczęła nas szkolić, i w Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych były na to pieniądze. Z tych pieniędzy można było również zbadać jak u nas wygląda to zjawisko. Mój kolega ze Stanów Zjednoczonych, Ryszard Romaniuk, który odwiedził ten ośrodek a nam pomagał w organizacji konferencji powiedział: wiesz co mnie najbardziej zdziwiło? Ci młodzi ludzie stali w rozmowie ze mną prawie nosem w nos. Nie umieli kontaktować się na inną odległość, tylko na taką jaką mają do smartfona/laptopa…

Przykre, ale z drugiej strony z jakichś względów jednak chętnie z Internetu korzystamy.…

Na pewno jest to wygoda – można dużo się dowiedzieć. Sam przestałem kupować gazety, podstawowe wiadomości mam w Internecie. Proszę zwrócić uwagę na ludzi, którzy jeżdżą metrem, tramwajem, autobusem – osiemdziesiąt procent „siedzi w smartfonie” korzystając z Internetu. Też często zaglądam, ale to nie jest tak, że rano, kiedy się obudzę to pierwsze co robię to włączam Internet. Są ludzie, którzy budują siebie takimi jakimi chcieliby być za pomocą Internetu, np. mały otyły blondyn może się przestawiać jako wysoki, szczupły brunet. Niektórzy w ten sposób się dowartościowują, a poza tym – można komuś anonimowo zrobić jakieś świństewko… Smutne to jest.

Nie tylko w metrze, ale też w pociągach… rzadko kiedy można spotkać kogoś, kto czyta książkę…

Kiedyś ludzie w pociągach ze sobą rozmawiali, a teraz każdy zajmuje się swoimi sprawami.

Dlatego uciekamy w wirtualny świat, bo czujemy się akceptowani i bezpieczni?

Internet poza tym, że dużo daje – jednocześnie powoduje różnego rodzaju problemy. Można stać się ofiarą hejtu. Są przecież znane przypadki samobójstw młodych ludzi, których hejt zabił.

Jeśli dziecko nie znajduje miłości i akceptacji w domu, znajdzie je wśród wirtualnych „przyjaciół”? Może problem jest w dorosłych, że nie potrafimy już ze sobą rozmawiać? 

Jednym z problemów jest też to, że niejednokrotnie rodzice sami są uzależnieni, a jeszcze wcześniej byli „ciemną masą” jeśli chodzi o korzystanie z Internetu. Pamiętam jak kiedyś tatuś z mamusią przyprowadzili do mnie szesnastolatka. Zaczęli po nim „jechać”: tego nie robi, tamtego nie robi, bo siedzi w komputerze… W pewnym momencie chłopak zapytał swojego taty: ojciec, a co ty robisz po przyjściu z pracy?. I dyskusja się skończyła. Rodzice nie wiedzą w jaki sposób nauczyć dzieci sensownego korzystania z Internetu.

Czasami nawet może nie zdajemy siebie sprawy z tego, do czego może być zdolny człowiek, uzależniony do Internetu?

Kiedyś była taka sytuacja, że rodzice zabrali dziecku smartfon, a synuś zaczął im grozić, że ich pozabija jak natychmiast mu nie oddadzą telefonu. Ojciec nie zostawił sprawy, tylko oddał do sądu, zrobiła się afera. Ile takich sytuacji było, gdzie następowało niszczenie sprzętu, demolka domu? Szczególnie problem jest tam, gdzie nie ma ojca w domu. Jak matka wychowuje sama syna to jak już troszkę synek stanie się silniejszy – czuje się bezkarny.

Z drugiej strony – lepiej dać dziecku smartfon, bo sami też musimy trochę odpocząć… Co w tym złego?

Kiedy byłem młody to leciałem grać w piłkę, a w tej chwili dzieci i młodzież przesiadują w Internecie. Pojawiają się też inne problemy: otyłość, problemy ze wzrokiem, tzw. zespół cieni nadgarstka. Jest jeszcze tzw. „żółwia szyja”. Jak się małemu dziecku daje smartfon czy tablet, żeby się odczepiło, to później rosną takie dzieci. To jest wina rodziców, bo dzieci tego nie rozumieją. Trzeba zacząć od uczenia rodziców, ale ręce opadają jak widzę podejście władz, którym niby tak zależy na obywatelach. Nie wiem czy teraz coś się zmieni w tym temacie.

Czas jaki spędzamy w mediach społecznościowych można sprawdzić, a to może nam dać do myślenia czy aby na pewno nie marnujemy swojego czasu na przeglądanie treści bez sensu?

Jeśli byśmy zaczęli liczyć ile czasu spędzamy w Internecie i co robimy – często są to media społecznościowe i różne głupoty, wtedy możemy się połapać, że coś się dzieje nie tak. Poza tym, badania na temat problemowego korzystania z Internetu mówią, że częściej angażują się osoby, które odczuwają samotność, osoby, które mają inne deficyty społeczne, problemy z kontaktami, niską samooceną. Na większe uzależnienie też narażone są osoby, które były maltretowane, miały urazy emocjonalne w dzieciństwie.

Sami jesteśmy w stanie wprowadzić detoks cyfrowy, czy to nierealne?

Ponad dwa lata temu wydałem książkę: „Zachowania, które mogą zranić” – są w niej opisane nietypowe – jeszcze do niedawna – uzależnienia. W książce umieściłem testy, które pozwalają stwierdzić czy mamy problem czy też nie. Można zrobić pewne ograniczenia, można wyłączyć powiadomienia, żeby cały czas nie siedzieć wpatrzonym w smartfon. W przypadkach uzależnień potrzebna jest pomoc specjalistów

Czym właściwie jest detoks cyfrowy?

Tak jak każdy detoks – odstawieniem trującej substancji. W tym przypadku toksyną jest przebywanie i korzystanie z Internetu. W detoksie alkoholowym odstawia się alkohol i człowiek cierpi, tak samo odstawia się Internet. Objawy można porównać z objawami odstawiennymi, abstynencyjnymi po alkoholu, czy po innych substancjach psychoaktywnych.

 

Dr n. med. Bohdan Tadeusz Woronowicz – specjalista psychiatra, certyfikowany specjalista i superwizor psychoterapii uzależnień. Założyciel Ośrodka Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, którym kierował przez prawie 40 lat. Wiele lat temu odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu za „wybitne zasługi i zaangażowanie w działalności na rzecz ludzi uzależnionych”. Uhonorowany również Nagrodą m.st. Warszawy „w uznaniu zasług dla Stolicy Rzeczypospolitej Polskiej”, a przez Ministra Zdrowia honorową odznaką „Zasłużony dla ochrony zdrowia”. Jest Konsultorem Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych oraz laureatem Nagrody Pelikana przyznawanej przez Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym osobom „znacząco zaangażowanym” w pomoc osobom uzależnionym. Honorowy członek Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności.   


___
Źródło: PCh24.pl

niedziela, 12 kwietnia 2026

Piękne cytaty o Bożej Miłości

Piękne cytaty o Bożej Miłości


Źródło: internet

🌸🌿🌸

O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę; wnętrzności miłosierdzia Mego poruszone są dla odmawiających tę koronkę. Zapisz te słowa, córko Moja, mów światu o Moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie Moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie [230] dzień sprawiedliwy. Póki czas niech uciekają [się] do źródła miłosierdzia Mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła. (Dz. 848).

🌸🌿🌸

Módl się za te dusze, aby się nie lękały zbliżyć do trybunału miłosierdzia Mojego. Nie ustawaj za grzesznikami. Ty wiesz, jak Mi bardzo na sercu ciążą dusze ich; ulżyj śmiertelnemu smutkowi Mojemu, szafuj miłosierdziem Moim. (Dz. 975). 

🌸🌿🌸

Dusze giną mimo Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest Święto Miłosierdzia Mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia Mojego, zginą na wieki. (Dz. 965).


___

Źródło: Dzienniczek Świętej Faustyny – wybór tekstów; Duszpasterstwo Akademickie Dominikanów; Poznań 2011.  


Copyright © Marta Dybińska , Blogger