Policjanci rzeczni pełnią dyżury 24 godziny na dobę, 365 dni
w roku, w komisariacie pracuje 61 funkcjonariuszy. – Kiedy są ładne, słoneczne
dni, długie weekendy mamy wyjątkowo dużo pracy. Policjanci pływają od
interwencji do interwencji. Cały czas coś się dzieje – mówi asp. sztab. Marcin
Zawadzki kierownik komisariatu rzecznego w Warszawie.
Jakie predyspozycje trzeba mieć, by pełnić służbę w
komisariacie rzecznym? – Przede wszystkim trzeba umieć pływać wpław. W akcjach
ratowniczych staramy się wykorzystywać specjalistyczny sprzęt, którym
dysponujemy. To zdecydowanie bezpieczniejsze, zarówno dla nas jak i dla
ratowanego – mówi asp. sztab. Zawadzki. – Oprócz tego, że mamy obowiązek
wykonywać testy sprawnościowe, tak jak każdy policjant, co dwa lata, mamy
trzydniowy kurs, który kończy się egzaminem i potwierdza nasze kwalifikacje.
Pokazuje, że potrafimy pływać i ratować życie cały czas na takim samym poziomie
– dodaje funkcjonariusz.
– Policjanci przede wszystkim bazują na własnym
doświadczeniu, które jest bardzo duże. Rejon rzeki, po którym pływają, znają
bardzo dobrze. Potrafią „czytać z wody”. Po tym jak układa się fala, jak się
załamuje, wiedzą czy jest tam zafalowanie – mówi podkom. Kinga Czerwińska,
rzecznik prasowy Komisariatu Rzecznego Policji.
Wbrew pozorom, służba funkcjonariuszy nie ogranicza się
tylko do cieplejszych miesięcy. – Jeśli ktoś uważa, że służba na wodzie jest
tylko w wakacje, bardzo się myli. – Latem mamy dużo wygodniejsze umundurowanie:
białe koszulki polo z kołnierzykiem i krótkie spodenki, czego pewnie
zazdroszczą nam inni policjanci, ale dotyczy to bardzo krótkiego czasu –
opowiada kierownik Komisariatu Rzecznego Policji. – Kiedy przychodzą mrozy inni
mogą usiąść w ciepłym radiowozie, a my nawet, jeśli włączymy ogrzewanie w łódce,
będziemy mieli zupełnie inny komfort pracy – dodaje policjant.
Policjanci z drogówki czy wydziału dochodzeniowo – śledczego
widzą drogę, po której się poruszają, czego o funkcjonariuszach z Komisariatu
Rzecznego Policji powiedzieć nie można, bo choć płyną po rzece czy jeziorze,
które dobrze znają, to dokładnie nie wiedzą, co może się pod wodą znajdować. –
Płynąc po wodzie, szczególnie tak zmiennej jak Wisła, nie jesteśmy w stanie
dokładnie określić co znajduje się pod powierzchnią, przewidzieć np. płynących
drzew, a to może się zmieniać z dnia na dzień – mówi policjant. Ma to duży
wpływ na poszukiwania osób, które ostatni raz widziane były nad wodą – Jeśli
nie wiemy, w którym miejscu doszło do wypadku, a rzeka porwała człowieka, ciało
może się zaplątać np. w gałęzie i nie jest łatwo je odnaleźć – wyjaśnia podkom.
Kinga Czerwińska.
LUDZKIE TRAGEDIE
– Oprócz brawury, która jest jedną z najczęstszych przyczyn
utonięć, jest jeszcze alkohol. Jest to widoczne szczególnie w przypadku młodych
mężczyzn, którzy chcą zaimponować swoim kobietom. Człowiek pragnie się popisać,
ale w połowie dystansu okazuje się, że siły go opuszczają. Jest za późno, żeby
wrócić. Drugiej szansy nie ma – mówi funkcjonariusz.
– Najbliżej stolicy znajduje się oblegane przez tłumy
Jezioro Zegrzyńskie. Są trzy miejsca wyznaczone do kąpieli, pilnowane przez
ratowników, ale sama powierzchnia plaży jest o wiele większa niż te kąpieliska.
Ludzie wchodzą do wody poza wyznaczonym terenem, a tam dno nie jest już
sprawdzone przez ratowników. Najczęściej tonięcie zaczyna się od zachłyśnięcia,
bolesnego skurczu mięśni – mówi rzecznik prasowy. – Człowiek tonie w ciszy. To
walka o oddech, o utrzymanie się nad wodą. Wtedy nie myśli o krzyku, woda
zalewa mu drogi oddechowe – dodaje policjantka.
Co jest najtrudniejsze w tej służbie? – Kiedyś mieliśmy
ognisko kryminalne i policjantowi, który przepracował wiele lat, zadałem to
samo pytanie. Odpowiedział, że nie sam widok zwłok, ale telefon do matki,
najbliższej rodziny z informacją, że osoba, która kochali nie żyje – mówi asp.
sztab. Marcin Zawadzki. – Woda tak wpływa na ciało ludzkie, że po kilku dniach
może być nie do poznania nawet przez matkę. Z całej pracy jest to element
najgorszy.
A czy to nie jest tak, że całą odpowiedzialność za tragedię
zrzucamy na ratownika? Gdzie był, skoro nie był w stanie uratować życia? –
Czasami tak się wydaje rodzicom, że jeśli są na plaży to nie muszą już patrzeć
na dziecko, bo przecież jest ratownik. Jest wyznaczone kąpielisko, w jego
obrębie pracuje ratownik. Nie oznacza to, że jeśli 5 m dalej będzie ktoś tonął
to ratownik nie pomoże, ale w takiej sytuacji będzie musiał zamknąć kąpielisko,
wyprosić wszystkich z wody, bo nie może zostawiać ich bez opieki – wyjaśnia
podkom. Czerwińska.
Komisariat Rzeczny Policji to również znany „Kapitan
Wyderka”. To z jego profilu na jednym z portali społecznościowych rodzice mogą
się dowiedzieć, że ich dzieci miały spotkanie z policjantem, wziąć udział w
konkursach i wygrać książeczki dla swoich pociech. Chociaż na razie policjanci
nie biorą udziału w spotkaniach w szkołach zachęcają na różne sposoby do
odpowiedzialności i roztropności podczas wypoczynku nad wodą. – Program
prewencyjny Komisariatu Rzecznego Policji to przede wszystkim nauczenie prawidłowych
postaw, które mają wpływ na bezpieczeństwo nad wodą, zarówno latem jak i zimą.
Przekazanie, że kontakt z żywiołem, jakim jest woda, może wiązać się z dużym
niebezpieczeństwem. To również zaszczepienie prawidłowych postaw reakcji w
sytuacji zagrożenia nad wodą, a co za tym idzie umiejętne wezwanie służb
ratowniczych oraz, jeśli to możliwe, udzielenie pomocy, w skuteczny i
bezpieczny dla ratującego sposób. A także stworzenie pozytywnych relacji
pomiędzy najmłodszymi obywatelami a funkcjonariuszami policji – wymienia
podkom. Czerwińska.
URATOWANE ŻYCIE
– Uratowanie komuś życia dodaje niesamowitej energii.
Uratowałem dwa życia, ale pracują u nas policjanci, którzy tych żyć uratowali
po kilkanaście. Takie interwencje zapamiętuje się ze szczegółami. To też
świadomość, że gdyby nie moja wyciągnięta ręka, już by tej osoby nie było.
Pracuję w jednostce od 14 lat i zdarzyły się tylko dwa albo trzy przypadki,
kiedy ktoś przyszedł i podziękował – opowiada funkcjonariusz.
JAK POMÓC?
Co powinniśmy zrobić w sytuacji, kiedy widzimy, że ktoś się
topi? – Zasada jest prosta: dobry ratownik to żywy ratownik. Jeśli nie czujemy
się na siłach, nie skaczmy do wody, bo nie pomożemy osobie, która w niej jest,
a sami utoniemy – apeluje kierownik Komisariatu Rzecznego Policji. – Jeśli nie
jesteśmy w stanie udzielić pomocy – wezwijmy ją.
Najistotniejsze jest określenie miejsca zdarzenia. Trzeba
dobrze wskazać punkt orientacyjny, żeby ratownicy mogli szybko dotrzeć. Liczy
się każda minuta – wyjaśnia. – Świadkiem tonięcia był kiedyś rodowity
mieszkaniec stolicy. Jako miejsce wskazał most. Nie był w stanie określić
który. A w Warszawie trochę mostów jest – opowiada funkcjonariusz. – Chociaż
dzwoniący urodził się w Warszawie i wszystkie te mosty znał znakomicie, w
stresie i nerwach, nie potrafił go nazwać. Przyszło mi do głowy, aby zapytać go
o kolor mostu. Kiedy usłyszałem, że zielony, od razu widziałem, że chodzi o
Most Gdański. Później, w rozmowie z nami przyznał, że sam się zastanawiał jak w
ciągu sekundy mógł to wszystko zapomnieć, pod wpływem emocji – mówi policjant.
Co w sytuacji, kiedy jest zgłoszenie, że osoba ostatni raz
widziana była nad wodą? – Całkiem sporo mamy takich zgłoszeń np. na Bulwarach
Wiślanych. Wtedy wszczynamy poszukiwania, szukamy nie tylko z wody, ale i z
lądu. Do pewnego czasu patrole szukają takiej osoby dzień w dzień, później
poszukiwania zwalniają tempa. Poszukiwania mogą trwać nawet kilka miesięcy, czy
lat – wyjaśnia podkom. Czerwińska.
CO MI ZROBIĄ, JAK MNIE ZŁAPIĄ?
Za co nad Wisłą możemy dostać mandat? Czy pływanie w Wiśle jest zabronione? – Miasto wyznaczyło plaże, ale jest zakaz pływania. Przyjęliśmy, że jak ktoś wejdzie do wody do kostek to jeszcze nie kąpiel, ale jak już wchodzi do pasa i zaczyna się w wodzie pluskać, dostaje pouczenie. Jeśli się nie stosuje, wtedy kończy się mandatem – wyjaśnia funkcjonariusz. – Jeśli ktoś ma ukończone 18 lat, jest trzeźwy, nie ma ustawionego znaku zakazu kąpieli to na własną odpowiedzialność może wejść do Wisły. Jest tylko jedno „ale”: ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że przez Wisłę wyznaczony jest tor, po którym poruszają się statki, pływanie w takim miejscu jest zabronione. Można za to dostać mandat do 500 zł – tłumaczy.
___
Źródło: Tygodnik Idziemy; nr 26/2020.

