Wiara zbudowana na fundamencie doświadczeń jest wiarą prawdziwą -
mówi Ivan Komarenko, piosenkarz i aktor. Ogromną popularność zdobył wraz z zespołem Ivan i Delfin piosenką "Jej czarne oczy" :) Publikuję wywiad sprzed siedmiu lat, ale dla mnie - wywiad ważny.
Ivanie, mimo że nie słychać o Tobie za dużo w mediach, cały czas jesteś zawodowo aktywny. Nie tylko w kraju?
Gram dużo koncertów, również poza granicami. W Uroczystość Matki
Bożej Częstochowskiej zagrałem dla Polonii na Białorusi. Zaprosił mnie tam
ksiądz zainspirowany wywiadem, jakiego udzieliłem dla jednego z portali. Był to
dla mnie znak z nieba, że zrobiłem coś dobrego.
Dobro w Twoim życiu jest obecne cały czas, co widać po uczynkach. Skąd pomysł na prowadzenie chóru dziecięcego w Republice Południowej Afryki?
Mam bardzo dobrą znajomą, Beatę. Razem z mężem już od kilku lat
zapraszali mnie do siebie w odwiedziny. Akurat miałem wolniejszy czas.
Zadzwoniłem do niej i zapytałem, czy zaproszenie jest aktualne. W jednej z
rozmów opowiedziała mi trochę o Republice Południowej Afryki, ale wspomniała
również, że opiekują się kilkorgiem afrykańskich dzieci. Wtedy przyszedł mi do
głowy pomysł, by może czegoś te dzieci nauczyć, na przykład moich piosenek.
Powiedziałem mojemu gitarzyście Tomkowi Łabanowskiemu, że przetłumaczę na
angielski piosenkę: „Tak mówił papież” i spróbuję tę piosenkę z dziećmi
zaśpiewać, a może nawet nagrać teledysk. I tak się stało. W ciągu miesiąca
nauczyliśmy dzieci śpiewać, tańczyć. Była premiera teledysku. Wszystko było
wspaniale.
Jak to się stało, że wystąpiłeś przed papieżem Franciszkiem?
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie dziennikarka i zapytała, czy w
związku z tym, że w 2016 r. Światowe Dni Młodzieży będą w Polsce, nie
zechciałbym przywieźć dzieci, z którymi nagrałem teledysk w RPA, a co za tym
idzie – wystąpić przed papieżem. Wiedziałem, że będzie to trudne, ale pomysł
bardzo mi się spodobał.
Sama organizacja wyjazdu wymagała pewnie dużo zaangażowania i pracy?
Przywiozłem ośmioro dzieci, którym towarzyszyły dwie opiekunki.
Wszyscy byli w Polsce przez blisko trzy tygodnie. Zwiedziliśmy wspólnie całą
Małopolskę, a w Tarnowie podczas koncertu Golec uOrkiestra bracia Golcowie
zaprosili nas na scenę i wspólnie zaśpiewaliśmy. Z całego wydarzenia mamy film,
który dostępny jest na YouTube pod tytułem: „ŚDM. Długa droga do Polski”. Była
to niesamowita przygoda. Czułem się trochę jak misjonarz. Najpiękniejsze jest
to, że cały czas mam kontakt z tymi dziećmi. One wysyłają mi swoje zdjęcia, a
ostatnio stworzyły nawet mój portret. Jest to bardzo miłe.
Miałeś większy stres niż zwykle przed występem dla papieża?
Nie był to jakiś zabójczy stres – taki jak przed każdym innym
koncertem. Miałem w sobie tak wiele różnych emocji, że występ przed papieżem
był już jak wisienka na torcie. W organizację projektu zaangażowało się całkiem
sporo osób. Ksiądz Jacek Miszczak z Radia RDN Małopolska pomagał mi,
udostępniając czas antenowy, gdzie mogłem informować ludzi na bieżąco o swoich
o przygodach. Bardzo pomagał mi Tomek Łabanowski. Wysiłek był ogromny, więc na
ratunek przyszli moi niezawodni fani. Pomoc z ich strony była nieoceniona. Do
dziś im dziękuję. Niestety, nie udało się znaleźć sponsora, który by
sfinansował podróż dzieci, więc bilety kupiłem za własne pieniądze.
Światowe Dni Młodzieży w Krakowie przypomniały Tobie trochę udział
w tych z 1991 roku?
To, czego sam doświadczyłem, stało się inspiracją do wdzięczności,
którą chciałem przekazać papieżowi i wszystkim Polakom za to, że tutaj jestem.
To był dar, który otrzymałem. Często sam sobie zadawałem pytanie, czy będę w
stanie ten dar przekazać innym. Przez współpracę z dziećmi z Republiki
Południowej Afryki i zaproszenie ich do Polski na Światowe Dni Młodzieży
chciałem, by poczuli coś takiego jak ja podczas ŚDM w Polsce. Dziś mam czyste
sumienie. Nie zmarnowałem okazji, by zrobić coś dobrego.
Jeździłeś czasem do Częstochowy?
Sporadycznie. Jeśli jedziemy gdzieś na koncert i mamy czas, to
mówię, żebyśmy się zatrzymali na Jasnej Górze. Modlitwa jest nam bardzo
potrzebna. Wiara zbudowana na fundamencie doświadczeń jest wiarą prawdziwą.
Część ludzi odwróciła się od wiary, i myślę, że z tego powodu bardzo cierpią,
mają depresję, kompleksy. Modlitwa i wiara w Boga nie została nam dana przez
księży – oni są tylko pośrednikami. I nie ma sensu przekreślać wiary i Kościoła
przez obrażanie się na księży.
Odnosisz kolejne sukcesy, a może niektóre przychodzą łatwo?
Za każdym sukcesem stoi bardzo ciężka praca. Najbardziej
zazdroszczą ci, którzy oczekują, że w łatwy sposób coś osiągną, ale to tak nie
działa. Nie ma sukcesu bez wysiłku i wyrzeczeń. Człowiekowi, który zdobył coś
swoją pracą, trzeba nie zazdrościć, a gratulować. Wielką sztuką jest
zorganizowanie sobie życia i nieustanne trwanie w dyscyplinie. I to jest klucz
do sukcesu.
Znalazłeś ten klucz?
To przede wszystkim praca nad sobą, ale też filozofia życia.
Czasami widzę różnego rodzaju specjalistów, którzy zapraszani są do programów
telewizyjnych. Zgodnie twierdzą, że aby dobrze wyglądać, to trzeba robić to i
tamto, nie jeść tego i tamtego... My to wszystko wiemy, ale skąd czerpać siłę i
wiarę, żeby móc to w sobie uruchomić?! Jakich mam użyć technik i jaką
zastosować motywację, aby pozbyć się lęku, blokad, kompleksów i wykorzystać
swój unikatowy potencjał, ukryty jak skarb głęboko w środku? Ten, który potrafi
odpowiedzieć na te pytania, jest mądry – i takich należy słuchać.
Jak wraz z wiekiem zmieniło się Twoje spojrzenie na siebie i świat?
Mieszkam w Polsce od 26 lat, wcześniej żyłem w Rosji. Kiedy
przyjechałem do Polski, nie miałem żadnego zaplecza: rodziców blisko,
pieniędzy, kontaktów... Mam większe i mniejsze chwile smutku – dużo zależy od
wieku. Dziś z rzeczy, które kiedyś doprowadzały mnie do szaleństwa, śmieję się.
A w show biznesie?
Jestem artystą niezależnym. Nie angażuję się w politykę, ale
jestem świadomy tego, co się dzieje. Wdzięczny jestem mojemu menadżerowi
Krzysztofowi Boguckiemu, który od początku mojej kariery – a to już 15 lat –
jest ze mną, ufa mi i wierzy we mnie.
Ważna jest konsekwencja w działaniu, kiedy jest się artystą niezależnym?
Jest pewna zasada: człowiek, który kłamie, zawsze musi pilnować
tego, co mówi, bo za dwa-trzy lata może już tego nie pamiętać. Ja nie muszę
tego robić, bo nie kłamię. Największa pokusa manipulowania ludźmi i używanie
kłamstw występuje u ludzi, którzy są na wysokich stanowiskach.
Pokusa ta nie jest obca ludziom z artystycznego środowiska?
W show biznesie dotyczy to przede wszystkim dyrektorów
zarządzających. Artyści do przesady skoncentrowani na punkcie swojej urody i
talentu są, niestety, ofiarami takich manipulacji – wystarczy tylko kilka
słodkich i mało wartościowych komplementów. Dziś brakuje nam prawdziwych
autorytetów, ludzi, którzy z czystym sercem mogliby stanąć w naszej obronie.

